Świat oglądany oczami dziecka [RETROSPEKTYWA T-Mobile Nowe Horyzonty]

Urszula Lipińska 30-07-2016

Kino Victora Erice od kilku dekad pozostaje w cieniu jego debiutanckiego filmu „Duch roju”. Tym cenniejsza w tym kontekście jest retrospektywa twórczości reżysera. Towarzyszy ona przeglądowi kinematografii baskijskiej na 16. MFF T-Mobile Nowe Horyzonty.

Gdy w 1973 roku Victor Erice nakręcił „Ducha roju”, w kinie baskijskim otworzył się nowy rozdział. Dyktatura generała Franco chyliła się ku upadkowi, naród powoli zabierał się do rozliczenia z jej konsekwencjami, a kino praktycznie nie istniało. Za czasów reżimu powstawały jedynie nieliczne filmy wychwalające władzę pod niebiosa. Pokazywały ludzi żyjących w szczęśliwym kraju, zaszytych na wsi sielskiej i anielskiej, nietkniętych wojną domową i politycznymi perturbacjami. Erice pokazał drugą stronę tego obrazka. W „Duchu roju” tę samą wieś zamieszkują ludzie złamani przez reżim. Samotni, wycofani, uwięzieni w leżących na odludziu domach i pełnych cierpienia wspomnieniach.

Teresa pisze listy do kochanka, który prawdopodobnie od dawna już nie żyje. Fernando krąży po domu w milczeniu, cierpieniu i ciągłym zamyśleniu. Każde z nich chodzi własnymi ścieżkami i nie dostrzega w domu nie tylko siebie nawzajem, ale także swoich dzieci. Sześcioletnia Ana i jej starsza siostra poznają więc świat po omacku. Z kina uczą się, że rzeczywistość zamieszkują potwory. Z zabaw wokół domu wynoszą wiedzę, że obcy może oznaczać niebezpieczeństwo. Resztę wypełniają własnymi fantazjami o tym, jak świat jest poukładany, bo na ich pytania nie ma kto odpowiedzieć. A jak to dzieci, zadają ich mnóstwo.

„Duch roju” stał się najjaśniejszym punktem w historii kina baskijskiego i zarazem największym przekleństwem swego autora. Operator Luis Cuadrado już na planie filmu zaczął tracić wzrok. Kilka lat później popełnił samobójstwo. Młodziutka Ana Torrent, odtwórczyni roli Any, zagrała postać tak zapadającą w pamięć, że do dziś nie jest w stanie się z niej wyzwolić. Erice przez następnych dziesięć lat nie mógł zrealizować żadnego filmu. A kiedy już mu się to udało, nie potrafił uwolnić się od tematów poruszanych w debiucie. Prawie w każdym późniejszym filmie opowiadał o dyktaturze łamiącej ludzkie losy; o pokoleniu, które nigdy nie odnalazło swojego miejsca i o rodzicach nieobecnych w życiu dzieci. To głównie oczami tych ostatnich patrzył na świat. Dawało mu to możliwość snucia historii w bajkowej oprawie, wplatania w fabuły niedopowiedzeń i mierzenia się ze wspomnieniami z własnego dzieciństwa.

Urodzony w 1940 roku reżyser dorastał w okresie dyktatury Franco i nawiązywał do tego czasu nawet w krótkich metrażach. Mimo tych oczywistych konotacji przez wiele lat odżegnywał się od tego, że Ana z „Ducha roju” to w rzeczywistości on sam. Na taką deklarację z jego strony trzeba było poczekać aż do 2006 roku. To wtedy Erice nakręcił krótki metraż „La morte rouge”. Wrócił w nim do rodzinnych okolic, filmów, które oglądał w dzieciństwie, i bezpośrednich nawiązań do mrocznej hiszpańskiej przeszłości. „Czas nie leczy ran – przekonywał reżyser w wywiadach. – Pozostajemy w nich uwięzieni na zawsze, po kres swojego życia”. 

czytaj także

zobacz także