Daniel Hoesl: Pieniądze oderwały się od swojej rzeczywistej wartości [ROZMOWA T-Mobile Nowe Horyzonty]

Urszula Lipińska 30-07-2016

Kiedy kupujesz samochód marki Ferrari, to nie płacisz za samochód. Płacisz za Ferrari – mówi austriacki reżyser Daniel Hoesl. Jego film „WiNWiN” można oglądać w sekcji Panorama.

Urszula Lipińska: W jaki sposób kryzys gospodarczy z 2008 roku zainspirował „WiNWiN”?

Daniel Hoesl: To było niezwykłe wydarzenie. Wszyscy na nim ucierpieli – oprócz banków. Wątlejsza stała się instytucja demokracji i zaufanie obywateli do władzy. Osłabła Unia Europejska. Nasiliły się ruchy nacjonalistyczne. A ci, którzy zawinili, prosperują jeszcze lepiej niż przed kryzysem. Wydarzenia z 2008 roku pokazały, że państwa funkcjonują dziś jak marki. Możesz być słabą marką, jak np. Grecja. Nie jesteś ciekawym miejscem na inwestycje, nie jesteś atrakcyjna i stałaś się ofiarą kiepskiego zarządzania. Możesz być Austrią – z dobrym systemem socjalnym, ubezpieczeniem medycznym i świetnie zorganizowanym transportem. Kryzys pokazał też, jak bardzo pieniądze oderwały się od swojej wartości. Są abstrakcyjne i ci, którzy umieją tą abstrakcją grać – mogą okazać się okrutni. Przygotowując ten film, rozmawiałem z wieloma inwestorami. Jeden z nich zarządzał funduszami firmy o wartości 4 miliardów euro. Pytałem go, czy śpi spokojnie, będąc odpowiedzialnym za tak duży biznes. Powiedział, że tak, bo jeśli akcje zaczną spadać, to jedynym, co ucierpi, będzie jego reputacja.

 

Czy widząc wokół coraz słabszą demokrację i coraz większą władzę banków, masz pomysł, jak z tej sytuacji wyjść?

– Myślę, że to wymagałoby silniejszych instytucji i wprowadzenia nowych regulacji. Na razie wszystko, co robi Unia Europejska, to lobbowanie za rozwiązaniami korzystnymi dla inwestorów i biznesmenów. A wystarczyłoby np. wprowadzić podatki od dziedziczenia. Jest mnóstwo ludzi, którzy rodząc się, dziedziczą ogromne kwoty i nie muszą w ogóle pracować. Albo podatki od pracujących robotów. Zanosi się na to, że w bardzo niedalekiej przyszłości kelnerami czy kierowcami będą roboty. Dlatego niedawno pojawił się pomysł, żeby ludzie, którzy „zatrudniają” roboty w swoich firmach, płacili od tego podatki. Tylko tak pieniądze mogą krążyć w życiu społecznym, a nie zalegać na kontach bankowych. W końcu ludzie ich potrzebują, rządy zaś będą musiały zrekompensować ludziom fakt, że ich pracę wykonują roboty.

A co się stanie wtedy z ludźmi, którzy nie będą mieli się czym zająć?

– Będą musieli przede wszystkim przywyknąć do myśli, że nie żyją dla pracy i od niej nie zależą. Może się to wydawać utopią, do której nam daleko. Ale świat zmienia się szybko i być może taki stan rzeczy zapanuje prędzej, niż nam się wydaje. Na razie nikt nie próbuje nic zrobić z problemem rosnącego bezrobocia, żaden kraj nie ma na to strategii. Przykładowo, w Hiszpanii marnuje się z tego powodu potencjał całego młodego pokolenia. Bo nie ma pieniędzy, żeby ich stymulować.

Twój film jest komedią. Dlaczego uznałeś, że to najlepsza forma dla opowieści o świecie bankierów i inwestorów?

– Wiem, że „WiNWiN” sprawia wrażenie satyry, ale dla mnie to raczej dokument. Nie musiałem tego świata hiperbolizować. Oni naprawdę robią wszystkie te rzeczy, które dzieją się w filmie. Mówią tym dziwnym językiem i dokonują tych niezrozumiałych dla szarego człowieka akcji. Są kompletnie oderwani od rzeczywistości, jak i zresztą cały rynek. Jego surrealizm już dawno przekroczył zdrowy rozsądek. Wyrabia się rzeczy za stosunkowo niewielkie pieniądze, aby potem sprzedać je za oszałamiającą ilość kasy. Kiedy kupujesz samochód marki Ferrari, to nie płacisz za samochód. Płacisz za Ferrari. Albo kryształki Swarovskiego – przecież to szkło sprzedawane jak diamenty. Widzisz? Pytasz mnie, dlaczego nakręciłem o tym komedię, a śmiejesz się, kiedy opowiadam o Swarovskim.

W jednym z warszawskich hoteli sprzedają wodę z kryształkami Swarovskiego w cenie 400 zł za butelkę. Symboliczne dla tego, co mówisz, może być to, że kryształki i tak zostają na dnie butelki.

– I to jest właśnie to, o czym mówię. To jest absurdalny rozjazd ceny za produkt z jego realną wartością. Swarovski jest tego świetnym przykładem. To perfekcyjny model biznesowy, naprawdę jestem pod jego wielkim wrażeniem. Ostatnio pojawił się inny fantastyczny tego przykład: T-shirty z logo DHL. Dostaje je każdy kurier pracujący w tej firmie. To są zwykłe, tanie koszulki. Ale jak to samo logo nadrukował na T-shirt jakiś znany projektant, to wycenił ten produkt na 2 tysiące euro.

Rozmawiała Urszula Lipińska

czytaj także

zobacz także