Jurorzy konkursów festiwalowych o T-Mobile Nowe Horyzonty [ROZMOWA]

Marta Bałaga 29-07-2016

Międzynarodowy Festiwal Filmowy T-Mobile Nowe Horyzonty to miejsce, które dla każdego oznacza coś innego. Jurorzy opowiadają o tym, czego spodziewają się, przyjeżdżając do Wrocławia. I o swoich tegorocznych odkryciach.

Niemal 400 filmów składa się na program 16. edycji wrocławskiego festiwalu. Maraton projekcji wypełniają nowości i przeglądy klasyki. Osią przeglądu są konkursy. W tym roku filmy rywalizują aż w pięciu sekcjach konkursowych.

 

Mads Mikkelsen – programer Międzynarodowego Festiwalu Filmów Dokumentalnych CPH:DOX w Danii. Juror Międzynarodowego Konkursu Filmy o Sztuce

Myślę, że T-Mobile Nowe Horyzonty to festiwal, który ma bardzo jasną wizję kina, które chce promować. W rezultacie każdego roku prezentuje się tu ciekawą i wyważoną selekcję filmów uznanych mistrzów oraz tych mniej znanych, trudniejszych dzieł. Zwłaszcza jeśli chodzi o Konkurs Filmy o Sztuce, bo w tych filmach artyści mogą pozwolić sobie na bardzo wiele. Do rywalizacji trafiają zarówno dokumenty o artystach, jak i filmy, które do formy podchodzą bardzo swobodnie. Pracuję dla festiwalu CPX:DOX i takie podejście jest nam bardzo bliskie – zawsze spoglądamy na dokumenty przede wszystkim jako na dzieła sztuki, a nie odbicie rzeczywistości.

Każdego roku znajduję tu filmy, które wywierają na mnie ogromne wrażenie. Jak na przykład „Magiczna substancja we mnie” Jumany Manny. To bardzo ciekawa reżyserka, która korzysta z materiałów historycznych na swój własny sposób. Spogląda na muzykę z antropologicznego punktu widzenia i prowadzi swoją narrację w nieprzewidywalnym kierunku. Dla mnie jest to dowód na to, że ktoś jest dojrzałym artystą – kiedy nie musi zawsze skupiać się tylko na sobie. Jest też Ben Rivers, doceniany na całym świecie, ale jego film „Niebo drży, ziemia boi się, a oczy nie są braćmi” to coś zupełnie wyjątkowego nawet dla niego. Jest artystą, który stworzył swój własny świat, lecz tym razem wykracza ponad to. Stawia sobie nowe wyzwania, a o to właśnie chodzi w kinie. 

W tej dziedzinie forma jest bardzo ważna – w najlepszych filmach odzwierciedla główne przesłanie filmu. Kino zbyt często powtarza utarte formuły i cieszę się, że na tym festiwalu widzowie mają inne wymagania. Nie lubię tej wszechobecnej hierarchii. Podziału na filmy ważne i mniej ważne, twórców znanych i mniej znanych. Chciałbym, żeby to wszystko się przenikało, i właśnie to znajduję we Wrocławiu. Na tym polegają według mnie nowe horyzonty kina. 

 

Mania Akbari – reżyserka, artystka, pisarka, aktorka z Iranu. Jurorka Międzynarodowego Konkursu Nowe Horyzonty 

 Ten festiwal jest dla mnie wyjątkowy głównie poprzez swój program. Jest tak przemyślany, że za każdym razem, kiedy przyjeżdżam na T-Mobile Nowe Horyzonty, jestem strasznie zmęczona (śmiech). Nie jestem w stanie ograniczyć się tylko do Konkursu Głównego, w którym nie może mnie zabraknąć na żadnej projekcji. Chcę zobaczyć absolutnie wszystko! Potem kończy się to tak, że oglądam cztery filmy z rzędu i z trudem dowlekam się do hotelu. Robię filmy, które raczej nie mają szans na normalną dystrybucję kinową. A ten festiwal daje takim filmom jak moje szansę zaistnienia na dużym ekranie.

Kiedy jestem w Jury, wśród członków rodzi się więź. Nasz dzień wygląda dokładnie tak samo – mieszkamy w tym samym hotelu, jemy o tych samych porach, myjemy się tym samym mydłem. To niezwykle intymne, bo zwykle codzienność dzieli się tylko z partnerem lub dziećmi. Tak nawiązuje się czasem przyjaźnie na całe życie, bo przez ten okres jesteśmy w stanie bardzo dobrze się poznać. Zwłaszcza na takim festiwalu jak ten, bo przyjeżdżają na niego prawdziwi entuzjaści, a wszystko rozgrywa się w tych samych miejscach oddalonych od siebie zaledwie kilka minut. Tak nawiązuje się poczucie wspólnoty i możesz potem z przekonaniem stwierdzić: ten film na pewno mu się spodoba. A tamten – już niekoniecznie. 

Na większości festiwali musisz wybierać: albo dostajesz dobry program, albo porządnie cię traktują (śmiech). Tutaj tak nie jest, dlatego zawsze powtarzam, że to jeden z najlepszych festiwali w Europie. A jeżdżę naprawdę na bardzo wiele z nich. Nasze zdjęcia doskonale to uchwyciły. Na żadnym innym festiwalu nikt nie wpadłby na pomysł, żeby w tak kreatywny sposób podkreślić więź łączącą uczestników festiwalu. Zwykle nie dzielę filmów na dobre i złe, bo każdy ma prawo do własnej opinii. I w przyjaznej atmosferze wywiązuje się z tego stymulująca dyskusja. Lubię słuchać tego, co ludzie mają do powiedzenia. A na tym festiwalu mają do powiedzenia wyjątkowo dużo. 

 

Edvinas Puksta – selekcjoner Międzynarodowego Festiwalu Filmowego w Wilnie Kino pavasaris. Juror Konkursu Polskie Filmy Krótkometrażowe

 

 Jestem tu już po raz piąty i uważam, że to idealne miejsce, by przekonać się, co nowego dzieje się w polskim kinie, oraz nadrobić filmowe zaległości. Pokazuje się tu filmy, jakie sam cenię: niezwykłe, z pazurem. Czasem wymagające od widzów większego skupienia. Za każdym razem znajduję coś niezwykłego. Jak na przykład „Wszystkie nieprzespane noce” Michała Marczaka, którego fragmenty zaprezentowano w zeszłym roku podczas Polish Days – to także wspaniała inicjatywa. 

Widziałem tam też fragmenty „Ostatniej rodziny”, która teraz będzie na festiwalu w Locarno, i „Moje córki krowy”, które wzięliśmy na nasz festiwal. Odniosły tam zresztą ogromny sukces. Już wtedy zdałem sobie sprawę z tego, że może być to coś wyjątkowego. To interesujący film, który jest niezwykłą hybrydą. Sytuuje się gdzieś poza gatunkami. Jestem pod wrażeniem unikatowego systemu biletów. Każdego ranka siadam przed komputerem i staram się zdobyć bilety na filmy, na których mi zależy. To taki mój nowohoryzontowy rytuał. Choć czasem robi się dość nerwowo, bo wystarczy kilka sekund i okazja znika. Zanim się obejrzysz, film Adriana Sitaru „Nieprawi” jest już wyprzedany! W tym roku nie udało mi się zdobyć biletu na film Piotra Dumały „Ederly”. Na szczęście wieczorem zwolniło się kilka miejsc i tak zobaczyłem najciekawszy chyba film festiwalu. „Ederly” to czarno-biały film opowiadający o barwnych bohaterach. To taki polski Lynch.

Ta edycja w ogóle wydaje się stworzona specjalnie dla mnie, bo jestem wielkim fanem Davida Lyncha, a odbyła się tu premiera opery „Zagubiona autostrada”, która zrobiła na mnie wielkie wrażenie, a zespół Xiu Xiu zagrał koncert nawiązujący do ścieżki dźwiękowej serialu „Twin Peaks”. Jeśli natomiast chodzi o Konkurs Polskie Filmy Krótkometrażowe, nasze Jury miało podobnych faworytów i mam nadzieję, że niektórzy z nich pojawią się też na festiwalu w Wilnie. Polskie filmy krótkometrażowe zaskoczyły mnie swoją innowacyjnością – zwłaszcza dokumenty. Zresztą film Pawła Łozińskiego „Nie wiesz, jak bardzo cię kocham” także zrobił na mnie ogromne wrażenie. Zauważyłem zresztą, że publiczność festiwalu masowo chodzi na polskie filmy – to wielki komplement dla organizatorów festiwalu. 

 

czytaj także

zobacz także