„WiNWiN”: Pocztówka ze świata korporacji [RECENZJA T-Mobile Nowe Horyzonty]

Urszula Lipińska 29-07-2016

Światem rządzą korporacje – przekonuje w „WINWIN” austriacki reżyser Daniel Hoesl. Jego film można zobaczyć w sekcji Panorama.

Film powstał w szczególnych produkcyjnych warunkach – samych w sobie będących formą sprzeciwu wobec rządzących naszym życiem korporacji. Aby stworzyć „WiNWiN”, Daniel Hoesl założył European Film Conspiracy Association. Jest to kolektyw filmowców, skrajnie różniący się od tradycyjnej firmy produkcyjnej. Jego celem nie jest właściwa branży filmowej żonglerka funduszami i próba zarobienia na filmie już na etapie jego produkcji. Dlatego każdy, kto nad nim pracował, dostał takie samo wynagrodzenie. Grupa nie wydaje także ani grosza na promocję czy reklamę swoich produkcji. Jej członkowie wyznają zasadę, że kino to nie biznes i powinno się rodzić z artystycznych pobudek. 

W „WiNWiN” odbija się jedno z najbardziej wstrząsających wydarzeń ostatnich lat: kryzys gospodarczy z 2008 roku. Ludzie wyrzucani z pracy na bruk, obywatele tracący mieszkania, zachwianie rynku bankowego oraz politycy wprowadzający w życie oszczędności i zaciskający pasa. Społeczeństwo ponosi odpowiedzialność za finansową żonglerkę kilku ryzykantów, którym włos z głowy nie spadł. Mimo wywołanego przez nich osiem lat temu paraliżu do więzienia trafił tylko jeden bankier. I to, zdaniem autora „WiNWiN”, zakrawa na skandal. 

Austriacki reżyser postanowił ograć poważny temat na komediowo. Aby to zrobić, nie musiał specjalnie się wysilać. W wywiadach Hoesl twierdzi, że wystarczyło kilka rozmów z inwestorami, menedżerami i biznesmenami, aby film zaczął oddychać specyfiką tego środowiska. Autor przeniósł do „WiNWiN” dziwny język, schematy zachowań pracowników korporacji i charakterystyczny wystrój ich biur. Efektem jego strategii jest portret osobliwego, niezrozumiałego mikrokosmosu. Pracownicy zwracają się w nim do siebie w bankowym żargonie i stale zagrzewają się do walki. Snują plany podboju kolejnych spółek, korumpują polityków i przejmują mniejsze korporacje za symboliczne stawki. W ich rzeczywistości kryzysu nie ma. Wyścig inwestycyjny toczy dalej, a konsekwencje jego niepowodzeń ponoszą inni. Oni po prostu robią swoje. 

 

czytaj także

zobacz także