Montxo Armendáriz: Bez pracy też można przetrwać [ROZMOWA T-Mobile Nowe Hortyzonty]

Urszula Lipińska 28-07-2016

Wierzę, że walka moich bohaterów może się udzielić publiczności. Bo kiedy widz zobaczy, że im się udało, być może sam odważy się zawalczyć o własną wolność – mówi Montxo Armendáriz. Jego film „Tasio” można oglądać w sekcji Kino baskijskie: trzy pokolenia reżyserów.

Urszula Lipińska: W jaki sposób spotkałeś Anastasia Ochoę, bohatera Twojego filmu „Tasio”?

– Kręciłem dokument o ludziach, którzy zajmują się kopcami węgla naturalnego. Wśród robotników moją uwagę zwrócił Tasio. Bardzo mnie zaciekawił swoją filozofią życiową. Tasio uważał, że natura daje człowiekowi wszystko, czego ten potrzebuje, aby przetrwać. Nie trzeba pracować, a już zwłaszcza nie trzeba pracować na rzecz innych ludzi. Taką pracę Tasio uważał za wynalazek mający zdominować istotę ludzką i pozwolić innemu człowiekowi ją wyeksploatować. Sam nigdy dla nikogo nie pracował. Zafascynowało mnie to jego podejście i życie, które prowadził w absolutnej zgodzie z naturą. Funkcjonował z nią w idealnej harmonii.

Tasio jest uważany za postać symboliczną dla kina baskijskiego. Dlaczego?

– To bohater odbierany na wiele sposobów. Część z tych interpretacji jest słuszna, część jest naciągana. Jeśli chodzi o moje intencje, to chciałem sportretować w tym filmie człowieka wybierającego życie w całkowitej wolności. On nie potrzebuje niczego i jest samowystarczalny. W momencie kiedy ten film się pojawił, uznano, że Tasio symbolizuje Kraj Basków, który chce się wyzwolić i uniezależnić od reszty Hiszpanii. Pojawiło się również odczytanie, że walka tej postaci to walka wszystkich hiszpańskich prowincji o niepodległość i wyrwanie się spod reżimu generała Franco.

Czy Twój film w tamtych czasach odczytywano jako polityczny?

– Nie chciałem czynić w nim bezpośrednich odniesień do dyktatury Franco. Niemniej jednak w filmie pojawiają się trzy elementy nieodłączne dla tamtego okresu. To Kościół, kapitalizm i porządek społeczny. Tasio przeciwstawia się wszystkim trzem. Nie chodzi do kościoła, nie podejmuje pracy, a kiedy biorą go na przesłuchanie, stawia opór. Nie poddaje się żadnym naciskom. Dla niego to nie są jednak gesty polityczne – on tak robi, bo chce żyć w inny sposób. Nie zmienia to faktu, że w latach 80. odebrano jego zachowanie jako wpisujące się w kontekst polityczny.

Jak bardzo te trzy fundamenty dyktatury Franco determinują życie społeczne we współczesnej Hiszpanii?

– Najmocniej trzyma się kapitalizm. Jest wszechobecny, bo czynnik ekonomiczny w wielu regionach świata jest kluczowy i dominujący. Kościół też pozostał w Hiszpanii istotnym elementem życia społecznego.

W jednym z wywiadów powiedziałeś, że kino ma moc zmieniania świata. Nadal tak uważasz?

– Tak. Poruszając jakiś temat, mogę uczulić ludzi na pewne problemy, których na co dzień może nie zauważają. Myślę, że czynnikiem wiążącym wszystkie moje filmy są bohaterowie walczący z przeciwnościami losu. Oni chcieliby żyć w inny sposób niż reszta społeczeństwa, ale cały czas spotykają na swojej drodze trudności. Wierzę jednak, że ich walka może się udzielić publiczności. Bo kiedy widz zobaczy, że im się udało, być może sam odważy się zawalczyć o własną wolność.

Kino baskijskie ciężko uporządkować. Festiwal zaproponował podział tej kinematografii na trzy pokolenia reżyserów. Uważasz, że jest on adekwatny do sytuacji, że wiele dzieli twórców tych pokoleń?

– To dobry pomysł na uporządkowanie naszego kina. Kolejne generacje twórców coraz bardziej oddalały się od doświadczenia frankizmu. Ja jeszcze te czasy pamiętam i w moim kinie one się odbijają. U reżyserów z późniejszych pokoleń, takich jak Julio Medem czy Imanol Uribe, ten element jest już prawie niewidoczny. Natomiast najmłodsi twórcy prezentowani na festiwalu tworzą rzeczy zupełnie pozbawione wpływu tamtych czasów. Nie znajdziemy nawet śladu dyktatury Franco w „Kwiatach” Jona Garano i Jose Mari Goenagi czy „Amamie” Asiera Altuny. Oni dramatu tych czasów nie przeżyli, więc nie odcisnął on na nich żadnego piętna. Ich kino powstaje z innych pobudek i wpływają na nie inne zjawiska.

Rozmawiała Urszula Lipińska

czytaj także

zobacz także