Adrian Sitaru: Nie można uciec od narodowości [ROZMOWA T-Mobile Nowe Horyzonty]

Urszula Lipińska 28-07-2016

Najbardziej denerwuje mnie sytuacja, w której ktoś z zewnątrz ingeruje w moją wolność. Zakaz aborcji też jest taką właśnie ingerencją – twierdzi Adrian Sitaru, reżyser rumuńskiego filmu „Nieprawi”.

Urszula Lipińska: Podobno zaczynając prace nad „Nieprawymi”, nie miałeś scenariusza?

Adrian Sitaru: Chciałem, żeby ten film był jak najbliższy temu, jak wygląda normalne życie. A w nim nie ma cięć, możliwości powtórzenia ujęcia czy zagrania czegoś drugi raz. Zależało mi na tym, żeby „Nieprawi” wyglądali jak zapis fragmentu codzienności zwykłego człowieka. Czyli pozornie błahych sytuacji, małych życiowych celów i takiego zwyczajnego chaosu rzeczywistości. Rezultatem tego założenia jest choćby to, że nie ma w filmie głównego bohatera. 

W jaki sposób dochodziłeś do tej formy z aktorami?

– Przygotowania trwały bardzo długo. Za każdym razem wychodziliśmy od konkretnego tematu i rozmawialiśmy o nim. W ten sposób puste hasła nasycały się doświadczeniami aktorów i film zaczynał powoli żyć, oddychać czymś autentycznym. Poza tym robiliśmy tylko jedno ujęcie każdej sceny. Wtedy udawało się osiągnąć maksymalną naturalność. Na początku trochę się obawiałem mojego pomysłu i na wszelki wypadek kręciłem też każde ujęcie drugi raz. Ale różnica była natychmiast zauważalna – ludzie zachowują się zupełnie inaczej, kiedy już wiedzą dokładniej, w jakiej sytuacji się znajdują i jak powinni się zachować.

W jednym z wywiadów powiedziałeś, że film mimochodem przesiąka narodowością. Nie da się od tego uciec?

– Urodziłem się w Rumunii, w konkretnym kontekście historycznym. Nie ucieknę od tego. Nawet gdy chcesz zrobić coś bardzo uniwersalnego, sprawy, którymi żyjesz na co dzień, same wplątują się w fabułę. Nigdy nie zakładałem, że zrobię film polityczny czy społeczny. 

Jednym z tematów Twojego filmu jest aborcja. W niektórych państwach prawo jej dotyczące staje się coraz bardziej liberalne, w innych – wręcz przeciwnie, walczy się o jego zaostrzenie. Zastanawiałeś się na tym, co to mówi o współczesnym świecie?

– Tak, długo nad tym myślałem. Swoje rozmyślania zacząłem od bardzo błahego spostrzeżenia: para praktycznie nigdy nie podejmuje decyzji sama. Kiedy pojawia się pytanie, czy dokonać aborcji, czy nie, zawsze ktoś biegnie z radą. Mama dziewczyny ma takie zdanie, tata jej partnera inne, ciotki też wrzucają swoją opinię, a czasami nawet babcie się odezwą. Już sama historia rodzinna podkręca więc sytuację do granic absurdu, a do tego wszystkiego dochodzi jeszcze prawo. Nie lubię, kiedy coś mi się narzuca. Nie lubię tego, że w świetle prawa mogę kupować tyle alkoholu, ile chcę, i zapić się na śmierć, a nie mogę np. legalnie dostać narkotyków. Najbardziej denerwuje mnie sytuacja, w której ktoś z zewnątrz ingeruje w moją wolność. Zakaz aborcji też jest taką właśnie ingerencją. 

Aborcja w Rumunii to szczególny temat – myślę tu o czasach Nicolae Ceau?escu i dekrecie 770. Czy celowo nawiązałeś w filmie do tych czasów?

– Myślę, że to odwołanie pojawiło się bardzo naturalnie, bo jest przykładem takiej ingerencji w wolność. Nigdy nie napisałbym scenariusza o przeprowadzaniu aborcji za czasów Ceau?escu. Ale aktorzy przyszli właśnie z takimi doświadczeniami i pojawiają się one już w pierwszej scenie. Ojciec rodziny, lekarz, wspomina w niej, że był donosicielem. Jeśli przychodziła do jego gabinetu kobieta, która chciała dokonać aborcji, oddawał ją w ręce władz. Naturalnie więc, kiedy podczas pracy nad filmem doszliśmy do tego tematu, każdy miał jakieś przemyślenia i ta kwestia w filmie zaczęła się rozrastać. Dużo czasu poświęciliśmy ludziom urodzonym w latach 70. i 80. Oni dziś rozważają, czy na pewno byli dziećmi chcianymi. Wielu z nich ma poczucie, że tak nie było, że urodzili się, bo ich matka nie miała innego wyboru. Część moich znajomych jest przekonana, że gdyby w Rumunii w tych czasach panował inny rząd, ich pewnie nie byłoby na świecie. Dla mnie to była jedna z najstraszniejszych refleksji wynikających z pracy nad tym filmem.

Rozmawiała Urszula Lipińska

czytaj także

zobacz także