Felipe Guerrero: Trauma pozostaje na wieki [ROZMOWA T-Mobile Nowe Horyzonty]

Urszula Lipińska 26-07-2016

„Mroczne bestie”, podążając za trzema kobietami dotkniętymi wojną na różne sposoby, opowiadają historię kolumbijskiej przemocy – okrutnego konfliktu rozlewającego się na dekady i dyktującego na wieki losy pogrążonego w wojnie państwa. Film startuje w Międzynarodowym Konkursie Nowe Horyzonty.

Urszula Lipińska: To Twój kolejny film opowiadający o wojnie domowej w Kolumbii. Co powoduje, że wciąż wracasz do tego tematu?

Felipe Guerrero: Kiedy robię film, on zawsze w jakiś dziwny sposób skręca w stronę Kolumbii i refleksji nad jej polityczną historią. „Mroczne bestie” to wizja opowiadająca o przeszłości mojej ojczyzny, ale z równym powodzeniem mogąca być opowieścią o jej teraźniejszości lub przyszłości. Każdy z tych kawałków naszej rzeczywistości to historia tragiczna, która albo już się zdarzyła, albo dopiero nastąpi. Okres La Violencia, trwający w kraju od połowy minionego wieku, przesycił już całe społeczeństwo, najdrobniejszy ułamek naszego codziennego życia. W naturalny sposób wiele rzeczy skupia się w Kolumbii wokół traumy tamtego momentu, a nie da się jej przecież powiązać z konkretnym czasem ani miejscem, bo za mocno wgryzła się w kraj; za mocno się po nim rozlała. Na każdym kroku można dostrzec jej ślady.

Twój film przede wszystkim naznacza niezwykła cisza. Dlaczego zdecydowałeś się na karkołomny pomysł pozbawienia bohaterek głosu?

– Na początku mojej pracy film miał pełno dialogów, dopiero później, w miarę rozwoju projektu, stopniowo je wykreślałem. Proces osadzania filmu w ciszy był związany z moim przekonaniem, że kino kolumbijskie ma duży problem z ukazywaniem przemocy. Uważam, że robi to bardzo powierzchownie, zbyt realistycznie, wręcz z dokumentalistycznym zacięciem. Zawsze mi to przeszkadzało, bo moim zdaniem to oddala kino od jego istoty, staje się przeniesieniem rzeczywistości jeden do jednego, a przecież nie o to w robieniu filmu chodzi. Zależało mi na osiągnięciu w „Mrocznych bestiach” czegoś bardziej osobistego, symbolicznego i abstrakcyjnego. Nie chciałem przypisywać filmu do konkretnych czasów i realiów. Nawet grupy militarne noszą mundury skompilowane ze strojów kilku różnych jednostek, nie reprezentują żadnej konkretnej grupy. Komponowałem obrazy i dźwięki w taki sposób, żeby mówiły one o czymś więcej niż to, co znajduje się w kadrze, i żeby mój film miał pewien odrealniony wymiar. „Mroczne bestie” nie są filmem historycznym. Ich cel jest inny. Chciałem powoli budować napięcie, zasugerować widzowi to, co mogą czuć bohaterki żyjące w ciągłym osaczeniu. Trzymałem się jak najdalej od szokowania i dosadności. Najbardziej interesowało mnie, jak wojna zostaje w ludziach, jak ich naznacza.

Dlaczego zdecydowałeś się na opowiedzenie historii kolumbijskiej przemocy z punktu widzenia trzech kobiet?

– Chciałem, by była to „fabuła w kawałkach”, film stworzony w montażu. Tylko dzięki takiej konstrukcji mogłem pokazać różnorodność emocji towarzyszących wojnie. Kiedy robiłem dokumentację, zetknąłem się z rozmaitymi historiami kobiet dotkniętych przez przemoc i tylko taka polifoniczna konstrukcja opowieści była w stanie oddać, choćby w najmniejszym stopniu, złożoność problemu. Chciałem zmieszać te trzy historie, trzy kobiety w różny sposób dotknięte przez przemoc i trzy sposoby na ucieczkę od niej. Temat wojny domowej splata w sobie wiele nici, wymiarów, wątków. Jedynie koncepcja wielowątkowej opowieści sprzyjała przedstawieniu wielu z jego warstw.

Czy pracując nad filmem, konsultowałeś go również z kobietami?

–W czasie pisania scenariusza wielokrotnie czytały go kobiety. Także później, w trakcie samego kręcenia, miałem blisko siebie wiele kobiet, które wiele razy pomogły mi, gdy gubiłem się i nie wiedziałem, w którym kierunku powinien iść film. Pracując nad „Mrocznymi bestiami”, chciałem też dokopać się do swojego własnego kobiecego pierwiastka, odkrywając, że jest on dużo bardziej obszerny, niż początkowo mi się wydawało.

Rozmawiała Urszula Lipińska

czytaj także

zobacz także