Joao Paulo Cuenca: Sztuka karmi się sprzecznościami [ROZMOWA T-Mobile Nowe Horyzonty]

Urszula Lipińska 26-07-2016

– Wspólne niszczenie, wysiedlanie, zajmowanie nie swoich ziem – na tym stoi historia Brazylii – przekonuje brazylijski reżyser i pisarz Joao Paulo Cuenca. Jego „Śmierć J.P. Cuency” startuje w Konkursie Filmy o Sztuce.

Urszula Lipińska: Jak zareagowałeś, kiedy otrzymałeś wiadomość o swojej własnej śmierci?

Joao Paulo Cuenca: Początkowo odrzuciłem tę wiedzę. Po prostu wydało mi się to zbyt absurdalne, żeby mogło być prawdziwe. Dostałem dokumenty stwierdzające, że ktoś noszący moje imię i nazwisko nie żyje, i wrzuciłem je do szuflady. Nie chciało mi się tym zajmować i dociekać prawdy. Ale coś utkwiło mi z tyłu głowy i zasiało niepokój. Czy to po prostu nieszczęśliwy przypadek? Czy ktoś podszywa się pod moją tożsamość?

Czy ani przez chwilę nie miałeś poczucia, że ktoś próbuje Tobą manipulować, przysyłając Ci taką wiadomość?

– Oczywiście, że miałem. Tym bardziej że od momentu, kiedy dostałem wieści o tym, iż umarłem, zaczęły mnie prześladować podejrzane zbiegi okoliczności. Nagle wszystko, co wiązało się z moją tajemniczą śmiercią – nazwy, liczby, fakty – zaczęło przewijać się w mojej codzienności. Było wszędzie, gdziekolwiek się ruszyłem. Nawet w Rzymie. Pojechałem tam na spotkanie literackie. Restauracja, do której po nim poszedłem na kolację, nazywała się dokładnie tak samo jak sąsiedztwo miejsca, w którym rzekomo umarłem. Takie wydarzenia powtarzały się coraz częściej. Aż w końcu doprowadziły mnie do stwierdzenia, że muszę się tym zająć i wyjaśnić własną śmierć.

Postanowiłeś to zrobić na dwa sposoby. O swojej śmierci napisałeś powieść, a teraz zrobiłeś film. Dlaczego nie zatrzymałeś się jedynie na stworzeniu książki?

– Myślałem, że powieść mi w zupełności wystarczy, ale wtedy przypomniałem sobie, że zawsze chciałem być filmowcem. Widocznie musiałem umrzeć, żeby zacząć realizować swoje największe marzenie. Oba procesy postępowały jednak w miarę równocześnie. Film powstawał razem z książką, a książka razem z filmem. „Śmierć J.P. Cuency” nie jest też adaptacją powieści. To zupełnie osobny utwór, rozbudowujący tę historię w innym kierunku.

Jednym z bohaterów Twojego filmu jest Rio de Janeiro. W jaki sposób wiąże się ono z Twoją osobistą historią opowiedzianą w „Śmierci J.P. Cuency”?

– Rio, podobnie jak grany przeze mnie bohater, jest miejscem pozbawionym tożsamości. Nie pielęgnuje się w nim historii, nie dba się w nim o nic, co już istnieje. W Brazylii nie ma budynków, które miałyby więcej niż 50 lat. Wszystko niszczymy tylko po to, żeby postawić coś nowego, i w tym celu wysiedlamy ludzi. Ten problem przewija się przez całą historię mojego kraju.

Brazylijczycy nigdy nie skonfrontowali się z przeszłością i nie chcieli rozwiązać niesionych przez nią problemów?

– Tak. Nasze dzieje są przepełnione aktami wysiedleń, począwszy od rdzennych Indian, których wygoniliśmy z ich ziemi. Podobny los spotkał weteranów wojny w Canudos. Im z kolei obiecano, że dostaną ziemie, które sobie wywalczą. Nic takiego się nie stało – pozostawiono ich bez dachu nad głową i musieli pobudować sobie fawele, żeby przetrwać. Albo ostatni przykład, czyli igrzyska olimpijskie. Dwadzieścia tysięcy ludzi zostało wyrzuconych z domów, żeby można było pobudować stadiony – z których ci ludzie zresztą nie będą mieli żadnych profitów. Takie wątki przewijają się przez całą naszą historię. To mit założycielski Brazylii – wspólne niszczenie, wysiedlanie, zajmowanie nie swoich ziem. Obserwuję to z przerażeniem i przewiduję ciemną przyszłość dla swojej ojczyzny.

Czy myślałeś w związku z tym o emigracji?

– Myślę, że pewnego dnia nie wytrzymam koszmaru życia w moim kraju i zechcę się wyprowadzić. Ale muszę przyznać: fakt, że jesteśmy narodem pełnym sprzeczności, świetnie robi naszej sztuce. Nie cierpię Brazylii, ale kocham wszystko, co dzieje się obecnie w naszym kinie, sztukach wizualnych czy literaturze. Cieszę się, że nawet wynosząc się z ojczyzny, nie będę w stanie sprawić, iż Brazylia wyniesie się z mojej duszy. Ona po prostu jest częścią mnie.

Rozmawiała Urszula Lipińska

czytaj także

zobacz także