„Fatałaszkument”. K8 Hardy: – Ubieram się dla siebie [ROZMOWA T-Mobile Nowe Horyzonty]

Marta Bałaga 26-07-2016

– Seksizm jest wszechobecny. Zmagamy się z nim każdego dnia i zawsze znajdzie się ktoś, kto patrzy na ciebie z góry tylko dlatego, że nosisz rajstopy – mówi K8 Hardy, autorka „Fatałaszkumentu”, prezentowanego w Konkursie Filmy o Sztuce.

Marta Bałaga: Dlaczego dziesięć lat temu postanowiłaś zacząć rejestrować swoje stylizacje?

K8 Hardy: Przez te wszystkie lata co chwila pojawiał się nowy powód. Ale muszę przyznać, że pod sam koniec byłam już tym wszystkim bardzo znudzona. Przestało mi zależeć. Na samym początku robiłam to głównie dla siebie. Dla celów archiwalnych, bo zdałam sobie sprawę z tego, że sama chętnie obejrzałabym taki film, gdyby powstał w latach 70. czy nawet 40. Nigdy nie przeszło mi jednak przez myśl, że zobaczą go też inni ludzie! Wydawało mi się to czymś wstydliwym i zwykle nie przyznawałam się do tego, co robię. Nie było tak, że podchodziłam do ludzi na imprezach, mówiąc: „Cześć, jestem K8 i każdego dnia filmuję to, co na siebie włożę”.

„Fatałaszkument” to podróż w czasie. Zapraszasz do tego, żeby prześledzić, jak zmienia się nie tylko Twój styl ubierania, ale też Twoje życie. Ludzie wokół Ciebie, Twoje mieszkania. No i przede wszystkim muzyka.

– Było dla mnie oczywiste, że projekt musi trwać co najmniej dziesięć lat – w przeciwnym razie nie byłby interesujący. Ale jestem leniwa i nie robiłam tego każdego dnia. Czasem zapominałam o tym na całe miesiące, zwłaszcza pod sam koniec. Albo zamiast prezentować moje ubrania, po prostu wygłupiałam się przed kamerą. Sama nie wiem, jak udało mi się wytrwać w postanowieniu. Wciąż mam mnóstwo niewykorzystanego materiału, bo montaż był dla mnie koszmarem. Chyba założę osobny kanał na YouTube. Ta historia nie ma końca – za kolejnych dziesięć lat pewnie spotkamy się ponownie.

Niedawno podczas pewnego wystąpienia powiedziałaś, że chcesz, by traktowano Cię jak mężczyznę. Co przez to rozumiesz?

– Chodziło mi o to, że chcę być traktowana jak zwykły, normalny człowiek. Sama wiesz: seksizm jest wszechobecny. Zmagamy się z nim każdego dnia i zawsze znajdzie się ktoś, kto patrzy na ciebie z góry tylko dlatego, że nosisz rajstopy. Dla artysty jest to szczególnie frustrujące, bo często masz wrażenie, że z tego powodu ludzie nie biorą twojej pracy poważnie.

Kiedy ktoś chce protekcjonalnie wyrazić się o kobietach, mówi, że interesują je tylko ciuchy. Chciałaś wyśmiać to stwierdzenie, doprowadzając je do ekstremum?

– O tak. Ten film jest tak cholernie kobiecy, że niektórych ludzi to po prostu odrzuca. Na widok tych wszystkich butów i spódnic robi im się niedobrze. Widziałam takie reakcje. Myślisz, że kobiety myślą tylko o ciuchach? Proszę bardzo: oto film, w którym ciuchy wylewają się z każdego kadru. Czasem wystarczy wprowadzić bardzo małe zmiany, żeby zobaczyć coś w zupełnie nowym świetle.

Zawsze powtarzasz, że nie chcesz ograniczać się do jednego medium.

– Bo sama do końca nie wiem, co jest dla mnie najbardziej satysfakcjonujące. Zapewne film, bo ma tę swoją małą formę i już w niej pozostaje. Ludzie bardzo różnie reagują na moją sztukę i za każdym razem trochę inaczej. W Nowym Jorku, gdzie jest mnóstwo świrów, ludzie śmiali się podczas całego seansu. Uznali, że to, co robię, jest przezabawne. W Polsce wszyscy siedzieli cicho. Nie chciałam w tym filmie niczego wyjaśniać, wrzucać „gadających głów”. Cokolwiek z niego wyniesiesz i jakkolwiek go zrozumiesz – nie mam z tym żadnego problemu. Pozostawiam w nim na tyle dużo przestrzeni, żeby każdy mógł dopowiedzieć sobie wokół niego własną historię. Żeby zaczął zastanawiać się nad tym, przez co przechodzę. Z kim się spotykam? Co robię, gdzie mieszkam?

Kto trzyma kamerę?

– Dokładnie. Albo czym jest ta dziwna rzecz na ścianie? Lubię, kiedy ludzie sami tworzą własne znaczenia. Choć bywa z tym bardzo różnie, bo we współczesnym kinie widzowie nie lubią bawić się w zgadywanie. Wolą, kiedy wszystko się im dokładnie wytłumaczy. Ja tego nie robię. Moja praca polega na tym, żeby otwierać ich na różne doświadczenia. A nie mówić, co mają myśleć.

W zeszłym roku jedna z sekcji festiwalu T-Mobile Nowe Horyzonty była zatytułowana #selfie: filmowe autoportrety. Co sądzisz o tej kulturze?

– Winię ją za to, że postanowiłam zakończyć ten projekt (śmiech). Kiedy wszyscy wokół ciebie robią dokładnie to samo, jaki w tym sens? Dokumentowanie tego, co ma się na sobie, stanowi dziś nieodłączną część kultury. Popularne blogi szafiarek to już nawet nie hobby – niektórzy ludzie właśnie tak zarabiają na życie! Kilka lat temu nikomu nie przyszłoby to nawet do głowy. A już na pewno nie mnie.

Myślisz, że to pozytywna zmiana?

– Jest w tym coś wyzwalającego – te dziewczyny kontrolują swój image i nie dają sobie niczego narzucić. Kobiety były uprzedmiotowiane przez tyle lat. Głównie przez mężczyzn. Bombardowano nas obrazami naszych ciał, wmawiano, jak mamy wyglądać i jak się zachowywać. Teraz po raz pierwszy możemy sobie pozwolić na to, żeby opowiadać własne historie. Ludzie są tak różni – mają inne osobowości, ciała, upodobania. Mają prawo, aby to wyrażać. Także za pośrednictwem ubrań. Mój film stanowi tego przykład. Opowiada o kobiecie, która ubiera się dla samej siebie. I sprawia jej to sporo frajdy.

Rozmawiała Marta Bałaga

czytaj także

zobacz także