„Chris Burden – portret artysty”: Do granic możliwości [RECENZJA T-Mobile Nowe Horyzonty]

Natalia Gruenpeter 26-07-2016

Pokazywany na T-Mobile Nowe Horyzonty dokument przybliża sylwetkę Chrisa Burdena, zmarłego w zeszłym roku amerykańskiego artysty i jednego z największych skandalistów sztuki współczesnej

Leonardo da Vinci, Michał Anioł, Rembrandt, Vincent van Gogh, Pablo Picasso, Chris Burden – kiedy film z takim ciągiem nazwisk pojawił się w amerykańskiej telewizji, zdenerwował wielu ludzi. Tym bardziej że emisję opłacił sam artysta. Burden od początku prowokował, zwodził, zbijał z tropu.

Timothy Marrinan i Richard Dewey postanowili spojrzeć na jego życie i twórczość z wielu różnych punktów.

Perspektywę byłej żony zderzają z perspektywą kochanki, a wypowiedzi entuzjastów Burdena przeplatają z opiniami krytyków i sceptyków.

Nie brakuje także osób, które w ekstremalnej postawie Burdena widzieli narastające zagrożenie dla otoczenia. Kiedy skłonności do używek połączyły się z niezdrową fascynacją bronią, zachowanie artysty stało się jeszcze bardziej radykalne i niepokojące.

Film zmontowany jest z materiałów archiwalnych, „gadających głów” i zapisów spotkań z samym artystą, który w ostatnich latach życia wolał przebywać w zaciszu swojej pracowni, z dala od centrum artystycznego świata.

Wykorzystując klasyczną formułę dokumentu, Timothy Marrinan i Richard Dewey stworzyli żywy i niejednoznaczny portret skandalisty. Jednym z ciekawszych wątków filmu jest zresztą namysł nad zasadnością przyklejania artyście takiej etykiety.

Reżyserzy nie szukają jednoznacznej odpowiedzi na pytanie, co sprawiło, że Burden wybrał tak radykalne środki artystycznego wyrazu. Wskazują między innymi na wychowanie na walizkach, w oderwaniu od stabilnej sytuacji społecznej i grupy rówieśników, które sam Burden opisał jako antyspołeczne. Nie ulegają jednak pokusie przedstawienia widzom prostego, psychologicznego równania, nie wchodzą w role demaskatorów. Ocenę sztuki bohatera pozostawiają widzowi, zaznajamiając go najpierw z najnowszymi pracami Burdena, który odszedł od formuły skandalizującego, masochistycznego performansu.

 

 

 

 

czytaj także

zobacz także