„Wszystkie nieprzespane noce”: Wszystkie odwiedzone miejsca [RECENZJA T-Mobile Nowe Horyzonty]

Kuba Armata 26-07-2016

Film Michała Marczaka to rodzaj symfonii miejskiej na miarę XXI wieku. Idę o zakład, że po seansie „Wszystkich nieprzespanych nocy” nawet ci, u których sam wjazd na Dworzec Centralny w Warszawie powoduje przyspieszony oddech i skoki ciśnienia, pomyślą o stolicy trochę cieplej.

Przewodnikami po niezliczonych warszawskich zaułkach są tu dwaj młodzi przyjaciele: Krzysiek i Michał. Pierwszy z nich po rozstaniu z dziewczyną postanawia odreagować, rzucając się w wir towarzyskich zabaw, drugi, jak przystało na dobrego kumpla, lojalnie mu w tym towarzyszy. Przystanki wyznaczają kolejne kluby, a drogę do nich przecina miejska architektura, którą poznajemy w zupełnie innym wydaniu. Miasto jest tu jak żywy, pulsujący organizm, urastając do rangi trzeciego bohatera. I to takiego, który staje się powiernikiem tajemnic chłopaków.

Nawet jeżeli ich rozmowy chwilami brzmią nieco pretensjonalnie, trudno oprzeć się wrażeniu, że każdy z nas przechodził taki etap w swoim życiu. Czas permanentnego poszukiwania, odczuwania wszystkiego mocniej i znacznie wyraźniej, wiecznie nieprzespanych nocy.

Improwizacja potęguje autentyzm, a energetyczna ścieżka dźwiękowa nadaje rytm. Oglądając „Wszystkie nieprzespane noce”, trudno jednoznacznie określić, czy mamy do czynienia z fabularyzowanym dokumentem, czy hiperrealistyczną fabułą. Pytanie tylko, czy oprócz festiwalowych klasyfikacji ma to jakiekolwiek znaczenie. Ważniejsze chyba jest to, że Michał Marczak ma szansę na to, by jego film stał się czymś w rodzaju manifestu pokolenia dwudziestoparolatków.

czytaj także

zobacz także