„Teraz dobrze, wtedy źle”: Moralność zakrapiana soju [RECENZJA T-Mobile Nowe Horyzonty]

Piotr Czerkawski 26-07-2016

Nie od dziś wiadomo, że Hong Sang-soo uwielbia festiwale filmowe. W zrealizowanym w 2004 roku „Like You Know It All” przedstawił ich specyfikę w konwencji pieprznej anegdoty. Bohaterem tamtego filmu uczynił frywolnego reżysera, który – zamiast przykładnie wypełniać obowiązki członka jury – urywa się organizatorom, uprawia pokątny seks i pije gdzie popadnie.

W zasłużenie nagrodzonym Złotym Lampartem na festiwalu w Locarno „Teraz dobrze, wtedy źle” Sang-soo pozostaje już znacznie bardziej subtelny.Tym razem Koreańczyk opowiada historię żonatego filmowca, który przyjeżdża na festiwal o dzień za wcześnie i przypadkowo poznaje zjawiskową kobietę. Choć punkt wyjścia brzmi błaho, w świecie Sang-soo banał okazuje się zwykle bliźniaczo podobny do wzniosłości.

„Teraz dobrze ” to buddyjska przypowieść zachowująca jednocześnie lekkość fraszki. Twórca „W innym kraju”, z właściwym sobie wdziękiem i dyskretnym humorem, przekonuje, że pozornie niewinne decyzje mogą wywrzeć istotny wpływ na całe nasze przyszłe życie.

 

W „Teraz dobrze ” raptem kilka drobiazgów zdecyduje o tym, czy główny bohater postawi krótkotrwałą przyjemność ponad mozolnie budowaną stabilnością.

Sang-soo nie spieszy się z rozstrzygnięciem tego dylematu. Przeciwnie, nieustannie myli tropy, celebruje atmosferę zawieszenia i niepewności. Nie przez przypadek najważniejszą część akcji filmu umieszcza w knajpie. Koreańczyk po raz kolejny udowadnia, że pozostaje mistrzem w dostrzeganiu wpisanej w tę przestrzeń szorstkiej poezji i moralnej ambiwalencji.

W „Teraz dobrze ” spożywany przy barze alkohol urasta wręcz do rangi paliwa narracyjnego, które pomaga bohaterom w okiełznaniu nieśmiałości, lecz jednocześnie wystawia na szwank ich standardy etyczne.

Reżyser nie podkreśla tego wszystkiego, by znęcać się nad zdezorientowanymi bohaterami. Zamiast tego okazuje im wyrozumiałość i konsekwentnie gmatwa prosty początkowo podział na „dobre” i „złe” decyzje. W świecie Koreańczyka żadne zwycięstwo nie jest ostateczne, a porażka druzgocąca. Każdy zysk natomiast musi pociągać za sobą jakąś stratę. „Teraz dobrze, wtedy źle” doskonale pokazuje, dlaczego Sang-soo cieszy się opinią czołowego melancholika współczesnego kina.

czytaj także

zobacz także