Ho99o9: Nasza muzyka wzięła się znikąd [ROZMOWA T-Mobile Nowe Horyzonty]

Marta Bałaga 25-07-2016

– Nie jesteśmy już tak wkurzeni, jak kiedyś – mówią członkowie zespołu Ho99o9, którzy zagrają we wtorek w Arsenale.

Marta Bałaga: Kiedyś powiedzieliście, że ludzie nie powinni się niczego spodziewać po Waszych koncertach. A jednocześnie spodziewać absolutnie wszystkiego.

TheOGM i Eaddy z grupy Ho99o9: Dokładnie. Możesz oczekiwać tylu różnych rzeczy, ale i tak nie masz pojęcia, co cię czeka. Na tych koncertach wszystko może się zdarzyć. Wszystko. Kiedy słuchasz naszej muzyki albo oglądasz teledyski, może ci się wydawać, że wszystko o nas wiesz. A potem podczas występu na żywo udowadniamy ci, jak bardzo się mylisz.

To dość adekwatne, że Wasz koncert odbędzie się podczas T-Mobile Nowe Horyzonty – nigdy nie ukrywaliście, że filmy bardzo Was inspirują. A zwłaszcza te, które nakręcił Rob Zombie.

– Uwielbiamy filmy Roba! Jego horrory są fantastyczne. Kino nas inspiruje i te inspiracje widać potem w tym, co robimy. Ich elementy wykorzystujemy w teledyskach i podczas występów. Często przebieramy się za różne postaci.

Podobno Wasza przyjaźń zaczęła się dzięki wspólnemu zainteresowaniu dziewczynami i wystawami artystycznymi.

– Wszystko zaczęło się od tego, że cała nasza grupa przyjechała razem do Nowego Jorku. Stworzyliśmy kolektyw JerseyKLAN i zaczęliśmy dawać punkowe koncerty, organizować wystawy. Mieliśmy spory ubaw. Było nas wtedy pięcioro, a dwie osoby zainteresowały się muzyką. My. I nagle okazało się, że koncerty stanowią świetną platformę do tego, żeby wyrażać to, co mamy w głowie. Kiedy zaczynaliśmy, Eaddy nie był raperem. Tak, mówię o tobie (śmiech). Wiedział, jak zaznaczyć swoją obecność, ale zupełnie nie potrafił grać! Dlatego zawsze powtarzam, że ta nasza muzyka wzięła się znikąd. Uczyliśmy się wszystkiego na bieżąco. Zaczęliśmy grać, bo było to dla nas zabawne. Chcieliśmy przekonać się, ile czasu upłynie, zanim ktoś się zorientuje, że nie mamy pojęcia, co robimy.

Czy to przejście ze świata sztuki w muzykę nie okazało się dla Was frustrujące? Nie ma w niej tyle miejsca na eksperymenty, a ludzie lubią wszystko szufladkować.

– Ludzie i tak zawsze będą cię szufladkować. Zaczynają ci mówić, że wyglądasz jak ta osoba, że brzmisz jak tamta. A mamy już przecież 2016 rok. Ja podobno wyglądam jak Dennis Rodman, a on ma dredy i pali trawę – Bob Marley jak malowanie! Ludzie zawsze będą cię oceniać, ale ty musisz po prostu robić swoje. I nikim się nie przejmować. My się nie przejmujemy.

Wasza muzyka narodziła się z frustracji. Ciągle tak uważacie? Staracie się zawrzeć w niej to, co Was boli?

– Myślę, że nie jesteśmy już tak wkurzeni, jak kiedyś. Więcej ludzi przychodzi na nasze koncerty, staliśmy się trochę bardziej znani. Ale kiedy przez całe życie pracujesz za minimum krajowe bez nadziei na zmianę, zaczyna cię to bardzo, bardzo irytować. Wiem, o czym mówię – pracuję, odkąd skończyłem czternaście lat. Moi rodzice nie urodzili się w Stanach i na początku było nam bardzo ciężko. Do dwudziestego ósmego roku życia wykonywałem najpodlejsze prace. Powiedziałbym więc, że naprawdę duża część mojego życia była naprawdę do bani. Nie jesteś w stanie zupełnie wymazać tych wspomnień. Ta walka zawsze w tobie pozostanie i zawsze możesz się do niej zwrócić. Całe nasze życie było walką. My jesteśmy walką.

Wasze teksty są pełne wściekłości na to, co się wokół Was dzieje. Wielu muzyków boi się jednak nawiązywać do polityki. Czy kiedykolwiek się nad tym zastanawialiście?

– Nie wiem, czy nasze teksty można nazwać „politycznymi”. Niektórzy ludzie z premedytacją idą w tym kierunku, ale my opowiadamy o całym tym gównie, które widzimy każdego dnia. Pewnie – widzimy, co robią republikanie, i wcale nam się to nie podoba. Ale nasze piosenki nie opowiadają tylko o polityce. W naszych utworach opowiadamy o przemocy, miłości – opowiadamy o wszystkim. Nie da się jednak do końca uciec od tego, co się wokół nas dzieje. Słyszysz o tym w wiadomościach, widzisz na ulicach. Ludziom trudno dziś wygodnie żyć. Rozmawiają o tym, ile mają kasy albo jakimi samochodami jeżdżą. Nie ma w tym nic złego, ale umówmy się: nie na tym to wszystko polega! Włączasz telewizor i widzisz ludzi, którzy giną każdego dnia. Ludzie boją się wyjść z domu, żeby ktoś ich nie zastrzelił.

Często poruszacie w swoich piosenkach kontrowersyjne tematy, jak na przykład nekrofilia. Lubicie szokować?

– Coś w tym stylu. Nie chcemy być zbyt polityczni, zbyt religijni, zbyt coś tam. Tematy tabu nas jarają. Bo wielu uważa, że nie powinno się o tym rozmawiać. Kiedy tylko zaczynasz rozmawiać o Bogu, ludzie od razu dostają drgawek. Śmierć, nekrofilia – to wszystko dla wielu jest „off the limits”. A my postrzegamy to jako sztukę. Będąc artystą, patrzysz na obraz i czasem widzisz tylko jakieś bazgroły. Albo czarny kwadrat. I starasz się zrozumieć, o co w nim chodzi. Taka ma być sztuka. Czasem ją zrozumiesz, a czasem nie.

Lubicie to uczucie? Kiedy coś daje Wam do myślenia?

– Tak, bo dzięki temu ciągle poszukujesz, a tylu ludzi zapomina, jak używać mózgów. Dlatego czasem wydaje nam się, że wyjaśnianie naszej muzyki jest pozbawione sensu. Ludzie powinni po prostu pójść na koncert i spróbować docenić naszą muzykę. Ale czasem może dobrze jest dowiedzieć się czegoś o nas. To może pomóc, bo potem musimy poprawiać ludzi, którzy zakładają, że wszystko o nas wiedzą. Zawsze się mylą. Zawsze!

Wszyscy zawsze nas pytają, czy jesteśmy satanistami z powodu naszej nazwy. Przecież to nie są szóstki! Po co więc te pytania o krwawe rytuały? Specjalnie odwróciliśmy te liczby, żeby ludzie tak nie myśleli. No i proszę.

Albo utrzymują, że uwielbiacie muzykę country.

– Zabiję tego, który to napisał. Byliśmy w Teksasie na festiwalu SXSW i robiliśmy sobie jaja. Country jest do bani. Może nie te starsze utwory, ale te nowe to po prostu pop. Albo jakieś inne gówno. Wolimy słuchać dźwięków wszechświata. Dosłownie – oglądamy filmiki, które NASA zamieszcza na YouTube.

Czasem mamy wrażenie, że to dopiero nasz pierwszy dzień i nikt nigdy o nas nie słyszał. Pewien poziom wciąż pozostaje poza naszym zasięgiem. Rynek muzyczny jest dziś przepełniony i dlatego tak ważne jest to, by zawsze pozostać sobą. Kiedy próbujesz kogoś naśladować albo powtarzać coś, co zostało już wcześniej zrobione – już po tobie. Trzymaj się tego, co masz. I bądź miły dla ludzi, bo możesz szczycić się tym, że jesteś artystą, ale jeśli nie masz kogoś, kto załatwi ci koncert, pozostanie ci granie we własnej piwnicy.

Rozmawiała Marta Bałaga

czytaj także

zobacz także