Niektórzy do dziś wierzą w słowa Baby Vangi [ROZMOWA T-Mobile Nowe Horyzonty]

Urszula Lipińska 25-07-2016

– Chciałam raczej stworzyć metaforyczny portret postaci, niż robić biograficzny dokument – mówi Aleksandra Niemczyk, autorka „Baby Vangi”, opowiadającej o słynnej bałkańskiej jasnowidzce i mistyczce Vangelii Pandevej Dimitrovej. Film, będący jej pełnometrażowym debiutem, startuje w Międzynarodowym Konkursie Nowe Horyzonty.

Urszula Lipińska: Jak trafiłaś na postać Baby Vangi?

Aleksandra Niemczyk: Zawsze interesowały mnie sny, logika, która nimi rządzi, stan, w którym wszystko jest możliwe, a myśli, słowa i obrazy mieszają się w niesamowite historie. Fascynują mnie niewyjaśnione zdarzenia i ludzie otoczeni tajemnicą. Kiedy trzy lata temu przyjechałam na Bałkany do Sarajewa, dotarłam do historii jasnowidzącej kobiety, która jest nie tylko znana, ale nawet otoczona kultem w Bułgarii, Macedonii, Albanii i okolicznych krajach. Jej dar przepowiadania przyszłości zafascynował mnie. Tak powoli powstał projekt filmu.

Jak bardzo skupiłaś się na researchu autentycznej postaci, oddaniu faktów z jej życia, a na ile chciałaś, żeby film był fantazją na jej temat?

– Od początku zależało mi na stworzeniu postaci fikcyjnej, jedynie zainspirowanej fenomenem prawdziwej osoby, która posiadała dar przewidywania przyszłości. Chciałam raczej stworzyć metaforyczny portret, niż robić biograficzny dokument wymieniający fakty z jej życia.

Czy rozmawiałaś także z ludźmi, który zetknęli się z Babą Vangą?

– Rozmawiałam jedynie z tymi, którzy znali jej przepowiednie, a nie ją samą. Oni znali kult otaczający jej osobę i pomogli mi w poszukiwaniach. Niektórzy z nich wierzą do dzisiaj w prawdziwość każdego jej słowa, inni negowali wiarygodność jej proroczego daru.

Co Ty osobiście wyniosłaś z pracy nad tym filmem?

– Ponieważ jest to mój debiut reżyserski w pełnym metrażu, nauczyłam się bardzo wiele. Na pewno musiałam wykazać się cierpliwością, dbałością o szczegóły i umiejętnością zaufania współkreatorom: operatorowi Łukaszowi Zamaro, kompozytorce Oldze Szymuli czy montażyście Kostasowi Makrinosowi. Najważniejsze było dla mnie poczucie, że film to nie tylko ja, ale cały wspaniały zespół.

„Baba Vanga” powstała w Film Factory Béli Tarra. To nietypowa szkoła filmowa. W jaki sposób rozwijałaś tam projekt?

– Film Factory to raczej laboratorium filmowe z bardzo intensywnymi warsztatami i możliwością rozwijania oraz produkcji filmów w konsultacji ze wspaniałymi współczesnymi twórcami filmowymi. Każdy z nas miał inny proces i tempo pracy nad projektem. Podczas tych warsztatów szczególnie kładziono nacisk na dawanie wolności twórczej i stymulację do wrażliwego i osobistego podejścia do tematu. Moje poprzednie filmy zaczynały się zwykle od obrazu i tematu, który dyskutowałam z Bélą Tarrem. Potem powoli budowałam filmy w systemie konsultacji nad castingiem, lokacją czy pierwszym draftem montażu. „Baba Vanga” jest ostatnim filmem nakręconym na finał szkoły, więc jest również najbardziej samodzielną i niezależną produkcją.

Dlaczego jako malarka zdecydowałaś się spróbować sił w kinie?

– Malarstwo jest procesem bardzo statycznym i samotnym. Film jest dynamiczny i wymaga pracy z ludźmi, wymiany pomysłów i energii. Myślę, że te dwa światy u mnie uzupełniają się i przenikają. Mam wrażenie, że doświadczenie z malarstwem wnosi dużo zmysłowości do moich filmów, a produkowanie filmów element po elemencie dopełnia sposób, w jaki buduję moje obrazy. Odwrotnie niż w malarstwie, film to nie tylko moja praca, czas i wizja, ale zbiór wspaniałych entuzjastycznych twórców, talentów, pomysłów, wizji, które przenikają się w coś wspólnego. I to jest fascynujące.

W zeszłym roku zrealizowałaś średniometrażowego „Centaura”, teraz pokazujesz na Nowych Horyzontach swój pełnometrażowy debiut. Czy planujesz kontynuować swoje poszukiwania artystyczne w kinie?

– Obecnie pracuję już nad kolejnym filmem, projektem, który został zaproszony w fazie rozwoju do Japonii. To będzie rezydencja w gościnnym studiu w Tokyo Wonder Site.

Rozmawiała: Urszula Lipińska

czytaj także

zobacz także