"Awaria”. Czuły punkt [RECENZJA T-Mobile Nowe Horyzonty]

Urszula Lipińska 25-07-2016

Błękitne morze, a na nim mały, czarny punkt. To symbol jednego z największych problemów współczesnego świata, który w nietypowy sposób zostanie ukazany w „Awarii” Philipa Scheffnera, filmie startującym w Międzynarodowym Konkursie Nowe Horyzonty.

Tym czarnym punktem jest łódka z imigrantami dryfująca po Morzu Śródziemnym. Samotna, pełna mężczyzn, oczekująca na swój los – szczęśliwe dotarcie do brzegu lub zatonięcie w morskich odmętach.

Jej położenie nie zmienia się przez cały film. Philip Scheffner przykuwa do niej oko kamery na ponad półtorej godziny i każe widzom skonfrontować się z obrazem wzbudzającym obecnie na świecie wiele napięcia. Nie odwołuje się do emocjonalnego szantażu. Nie pokazuje twarzy dryfujących mężczyzn, nie portretuje ich cierpienia, nie sięga po ich prywatne historie. Obserwuje ich z dystansu przez cały film, przyjmując najbardziej dla nich niekorzystny punkt widzenia. Ten, który emigrantów uważa za bezimienną masę, groźny punkt na morzu czy pełnych obłędu najeźdźców, przemierzających dzielące ich z Europą wody.

Wszystko zmienia dopiero dźwięk. Bo o ile „Awaria” trzyma się kurczowo jednego obrazu, o tyle dźwięk stara się naświetlić różne punkty widzenia. Scheffner ilustruje ujęcie mężczyzn na łódce kombinacją rozmów ze strażą graniczną, komentarzami pasażerów przepływających w pobliżu łajby statków czy opowieściami rodzin emigrantów. Płaski, niezmienny, oglądany z daleka obraz nagle nasycony zostaje niuansami.

Każdy ma tu swoją rację, swój strach i swoją perspektywę, pełną niezrozumienia dla zachowania drugiej strony.

Nikt nie chce opuścić przyjętej przez siebie pozycji. Nikt nie chce ustąpić. Być może właśnie dlatego łódka w filmie Scheffnera nie wykonuje żadnego ruchu, zbliżającego lub oddalającego ją od celu.

Nikt nie robi nic, co mogłoby pomóc rozwiązać problem imigracji.

Łódka symbolicznie zastyga w martwym punkcie ma morzu, a widz słucha padających nad głowami jej pasażerów poglądów, racji lub błagań.

I wydaje się, że nie bez przyczyny te słowa nigdy do siebie nie nawiązują. Są po prostu luźno wypowiadanymi sprawozdaniami z różnych zakątków rzeczywistości – ani na chwilę niełączącymi się w budujący dialog.

czytaj także

zobacz także