Kuratorzy „Midnight Show”: Ukraść ulotność kina [ROZMOWA T-Mobile Nowe Horyzonty]

Natalia Gruenpeter 24-07-2016

– Kusimy publiczność do powracania w to samo miejsce o tej samej porze. Trochę jak na miejsce zbrodni – mówi Stach Szabłowski, kurator, który wraz z Michałem Grzegorzkiem i Katarzyną Roj przygotował cykl nocnych działań na festiwalu T-Mobile Nowe Horyzonty.

Natalia Gruenpeter: „Midnight Show” otworzyła żywa, cielesna drukarka, która podawała nam... właśnie, jak powinnyśmy nazywać te wydruki?

Stach Szabłowski: – Wystawą na papierze. To ona buduje kolejne sekwencje tego projektu. Samochód i żywa rzeźba na tylnej kanapie są dostarczycielami wystawy, medium, przez które ona przepływa. Zasadniczym przedmiotem naszej operacji jest to, co wydobywa się z samochodu, czyli wystawa na papierze rozpisana na 99 uczestników.

Michał Grzegorzek: – To ciekawe, że użyłaś określenia „żywa drukarka”, bo Michał Frydrych, który jest autorem tej rzeźby, sam określa ją jako rzeźbę z ludziny. Z materiału ludzkiego, ale połączonego i totalnie ujednoliconego, aż przestaje być rozpoznawalny. Człowiek buduje tu poruszającą się masę, która podaje to, co najważniejsze, czyli samą wystawę.

Natalia Gruenpeter: Sama rzeźba przywołuje na myśl cielesne horrory Cronenberga. Czy podczas kolejnych odsłon możemy spodziewać się więcej filmowych skojarzeń?

Michał Grzegorzek: – Każdy odcinek będzie o czymś innym, będzie prezentował inne prace. Wysłaliśmy do artystów jedno zaproszenie i czekaliśmy na prace, które sami dla nas wybiorą. Ale to, co odbiorcy mogą odczytywać jako skojarzenia czy nawiązania filmowe, nie zawsze będzie tożsame z tym, czym kierowali się artyści. Choć niektóre propozycje rzeczywiście przypominają wręcz kadry filmów.

Natalia Gruenpeter: Dlaczego w tym roku wybraliście właśnie papier jako medium „Midnight Show”?

Stach Szabłowski: – Bo papier zniesie wszystko – to nasz hasztag. Cały projekt „Midnight Show” zawsze funkcjonował w cieniu kina. W tej relacji też jest pewien namysł nad arsenałem, jakim dysponujemy jako twórcy wystaw, pracujący przede wszystkim w galerii. W obsadzie tegorocznego „Midnight Show” są artyści wizualni, filmowcy, kuratorzy, pisarze, muzycy. Historia, która się zmontuje z tych spotkań, jest kompletnie nieprzewidywalna. Na przykład obraz zestawiony na papierze z tekstem może zacząć funkcjonować jako ilustracja. Ten nasz film nie tylko jest papierowy, ale jest też inny, dziwny.

Katarzyna Roj: – Projektantką wystawy na papierze jest Kama Sokolnicka, która aranżowała nadesłane prace, montowała je ze sobą, budując kolejne sekwencje „Midnight Show”. Kierowała się też koncepcjami montażu filmowego.

Natalia Gruenpeter: Papier daje fetyszystyczną przyjemność z obcowania z materią. Trzymamy w rękach coś namacalnego. Czy braliście pod uwagę także ten wymiar?

Katarzyna Roj: – Chcieliśmy, aby osoba uczestnicząca w „Midnight Show” miała coś, co będzie pamiątką. W pierwszej edycji o tym akurat nie pomyśleliśmy, ale w drugiej to była moneta zaprojektowana przez Michała Frydrycha, który organizował dla nas Café Cioran. W trzeciej edycji był bilet przeznaczony tylko dla wybranych, którzy z samego rana odebrali go w kinie. W tym roku wystawa odbywa się na papierze, co jest dla nas spełnieniem marzeń, bo całość ma też charakter kolekcjonerski.

Michał Grzegorzek: – Zeszyty są w ograniczonej liczbie.

Natalia Gruenpeter: 666 sztuk. Nakład nawiązuje grę z innymi znaczącymi liczbami: 99 artystów i 9 seansów.

Katarzyna Roj: – „Midnight Show” jest przedsięwzięciem diabolicznym, ale w swojej diaboliczności jest też projektem niesamowicie niewinnym. Gdy zastanawiam się, jaką postacią filmową mogłoby być „Midnight Show”, to na myśl przychodzi mi Claudia z „Wywiadu z wampirem”.

Stach Szabłowski: – Inspirowała nas też idea wystawy, którą każdy będzie mógł zabrać ze sobą. Dziewięć odcinków tworzy kolekcję, którą kusimy publiczność do powracania w to samo miejsce o tej samej porze. Trochę jak na miejsce zbrodni. Powracamy, aby rozbudowywać swoją kolekcję, ale jest to zawsze związane z konkretnym momentem, z pewną niepowtarzalnością sytuacji. Chcieliśmy ukraść z kina ulotność obrazu. Jeżeli kogoś nie było na pierwszym seansie „Midnight Show”, to tak jakby spóźnił się na początek filmu.

Natalia Gruenpeter: W „Midnight Show” silnie akcentujecie znaczenie czasu.

Katarzyna Roj: – Czas był pierwszą inspiracją, która przywiodła nas do formuły „Midnight Show”. Chcieliśmy stworzyć wystawę, która czerpie z dynamiki kina, choć operuje zupełnie innymi narzędziami. Wystawa nie ma tego zanurzenia w czasie, które jest fundamentalne dla kina. Żeby zobaczyć film, trzeba poświęcić na to zwykle półtorej godziny. My skróciliśmy seans do godziny, także dlatego, że jedną z obsesji „Midnight Show” jest miara, intelektualny konstrukt, który nie istnieje w naturze.

Michał Grzegorzek: – To z kolei widać w liczbach, które cały czas powracają. W zeszłym roku jako ograniczona liczba osób, które mogły uczestniczyć w seansach, w tym roku na przykład jako liczba artystów.

Natalia Gruenpeter: Wystawę otwiera rycina z Athanasiusa Kirchera, który zgłębiał wiedzę tajemną, ale w swoich pismach zawarł też wzmiankę o ciemni optycznej. Sięgamy do magicznych początków kina?

Katarzyna Roj: – Właściwie do archeologii. To autor, który koncentrował się na zagadkach spojrzenia i wiązał pewną filozofię spojrzenia z poszukiwaniem ukrytego porządku świata. W jakimś sensie mógłby być jednym z patronów w całym panteonie „Midnight Show”. Bardzo się cieszę, że otwieramy wystawę tą pracą.

Michał Grzegorzek: – Ta praca została wyselekcjonowana dla nas przez Łukasza Kozaka z Polony. Uznaliśmy, że to idealne pozdrowienie.

Katarzyna Roj: – Tym bardziej że zostawialiśmy artystom pełną dowolność. Założyliśmy, że poszczególne sekwencje zbudujemy z darów czy ofiar, które dla nas złożyli.

Stach Szabłowski: – I z ich skojarzeń. Dlatego też nie zawężaliśmy ram, w których działamy. Bardzo delikatnie definiowaliśmy temat czy motywy przewodnie wystawy, bo uznaliśmy, że skoro ustalamy już tyle reguł, to musimy pozwolić artystom reagować bardzo swobodnie. Ostatecznie chcieliśmy też przekroczyć własne skojarzenia.

Rozmawiała Natalia Gruenpeter

 

czytaj także

zobacz także