„Ederly”. Wyśniona komedia Piotra Dumały [RECENZJA T-Mobile Nowe Horyzonty]

Kuba Armata 24-07-2016

Na wszystkich fanów twórczości Piotra Dumały czeka nie lada niespodzianka. Oto reżyser, zamknięty w kręgu poważnych tematów i kojarzony głównie z Kafką czy Dostojewskim, zrealizował film, któremu najbliżej chyba do komedii. Choć nie ma co ukrywać, komedii raczej nietypowej, lokującej się gdzieś na granicy jawy i snu.

Ederly to miasteczko wszędzie i nigdzie, jak określają je sami twórcy. Miejsce, które funkcjonuje poza tradycyjnie pojmowanym czasem, gdzie niczym kolejne gęby nadaje się nowe tożsamości. Szybko przekonuje się o tym główny bohater, konserwator rzeźb, który przybył tam w celach zarobkowych.

W mężczyźnie mieszkańcy rozpoznają zaginionego przed laty miejscowego i przypisują mu określone role. Dla każdego z nich staje się zatem kimś innym. I choć początkowo budzi to jego sprzeciw, z jakichś powodów bohater nie decyduje się na wyjaśnienie sytuacji, podejmując tę dziwną, surrealistyczną grę.

Surrealizm i absurd to zresztą kategorie definiujące „Ederly”. Przez co blisko filmowi Dumały do czeskiej, sytuacyjnej komedii, na której się wychował. Tych asocjacji jest tu znacznie więcej. Funkcjonowanie poza czasem, ale i oryginalny klimat całej opowieści przywodzą na myśl literaturę iberoamerykańską i realizm magiczny.

Co ciekawe, pomysł na „Ederly” wyszedł właśnie od pisanej przed laty, choć nigdy niewydanej przez Dumałę powieści. Z kolei ascetyczna forma oraz utrzymane w czerni i bieli zdjęcia Adama Sikory kojarzą film z epoką kina niemego i dziełami Friedricha Wilhelma Murnaua.

– Chciałem, żeby bohater żył w dwóch równoległych światach, które są ze sobą za pan brat i zaczynają implikować pewne zdarzenia. Otwiera się cała gama zagadek. Tak jakby widz rozwiązywał krzyżówkę – mówił w wywiadzie Piotr Dumała.

Przyznać trzeba, że to bardzo efektowna i inteligentna łamigłówka. 

czytaj także

zobacz także