„Hot Sugar i jego zimny świat”. Mozart na Twitterze [RECENZJA T-Mobile Nowe Horyzonty]

Natalia Gruenpeter 23-07-2016

Pokazywany podczas T-Mobile Nowe Horyzonty dokument „Hot Sugar i jego zimny świat” to gratka dla tych, którzy lubią zanurzyć się w odmęty Internetu w poszukiwaniu rzewnych elektronicznych melodii, kiczowatych gifów i, rzecz jasna, kotów. 

Naszym przewodnikiem jest Hot Sugar, już na wstępie odważnie nazwany „współczesnym Mozartem”. Amerykański muzyk wykorzystuje w swojej twórczości nagrane dźwięki, które następnie przetwarza w muzyką asocjacyjną. W dokumencie tłumaczy swoją artystyczną filozofię, ale zaprasza też za kulisy internetowej popularności.

Surfowanie po życiu

Poznajemy go, kiedy jeszcze jest w związku z Kitty, młodą raperką. Opowieść o ich relacji prowadzona jest przez pryzmat mediów społecznościowych, które wzbudzają między partnerami zazdrość, a nawet rywalizację o popularność. Wątek miłosny przynosi ryzyko utknięcia w banalnym schemacie, ale dokumentalista szybko go porzuca, aby towarzyszyć muzykowi w dalszej podróży. Adam Bhala Lough podzielił swój film na rozdziały o dużym stopniu autonomii. To ukłon w stronę odbiorcy nawykłego do surfowania po sieci i przyswajania fragmentarycznych treści. Ale takie prowadzenie narracji to także bariera w budowaniu ciągłości i zaufania do dokumentalisty. Jak z magicznego kapelusza wyskakują tutaj kolejni znajomi muzyka, przywołani czasami jedynie po to, aby uatrakcyjnić historię.

Lubię to!

Niewykluczone, że ta niespójność ma odzwierciedlać osobowość bohatera, który rzeczywiście wydaje się ekscentrycznym samotnikiem. Hot Sugar przyznaje w pewnym momencie, że nie nawiązał w życiu zbyt wielu trwałych relacji. Jest też świadomy ambiwalentnej roli mediów społecznościowych, które wprawdzie pomagają w karierze, ale też kreują fasadową popularność. Sam porusza ten temat, kiedy stwierdza, że głupawe zdjęcie wrzucone na portal społecznościowy otrzymuje tysiące lajków, ale na jego występy przychodzi garstka ludzi. Reżyser jednak sprawnie wykorzystuje to uniwersum. Stylizuje zdjęcia na przefiltrowane, instagramowe kadry, mnoży internetowe okna, zbliża się do poetyki wideoklipu.

Hot Sugar przywołuje aurę

Technologia jest chyba najbardziej intrygującym wątkiem dokumentu. Adam Bhala Lough inkrustuje narrację prymitywnymi, przebrzmiałymi animacjami z początków ery Internetu, nadając całemu filmowi nostalgiczny wymiar. Reżyser odważnie podąża za muzyką swojego bohatera, która zanurzona jest w banale elektronicznych melodyjek, a jednak wychodzi z tego kiczowatego uniwersum zwycięsko. Nawet jeżeli nie każdego uwiedzie ta technomelancholia, trudno odmówić Hot Sugarowi komponowania wpadających w ucho kawałków.

 

 

czytaj także

zobacz także