"Śmierć J.P. Cuency". Przygotuj się na swój pogrzeb [RECENZJA T-Mobile Nowe Horyzonty]

Urszula Lipińska 23-07-2016

W „Śmierci J.P. Cuency” brazylijski pisarz i reżyser Joao Paulo Cuenca zbudował na ekranie wielopiętrowy labirynt, którego nie powstydziłby się najlepszy twórca kryminałów. Jego film startuje w Międzynarodowym Konkursie Filmy o Sztuce.

Pewnego słonecznego dnia 2008 roku Joao Paulo Cuenca dostaje wiadomość, że policja znalazła jego martwe ciało w jednym z brazylijskich wieżowców. Sam reżyser przeciera oczy ze zdumienia, ale dokumenty nie kłamią – Cuenca faktycznie nie żyje. Akt urodzenia potwierdza, że zmarły to on, wnioski z autopsji również jednoznacznie wskazują na jego osobę. Każde następne spotkanie, podczas którego J.P. Cuenca próbuje dowiedzieć się prawdy, spełza na niczym i tylko utwierdza go w przekonaniu, że się myli – według faktów powinien od kilku dni nie żyć. Jak to się mogło stać? Być może ktoś ukradł mu tożsamość. Być może ktoś próbuje go doprowadzić do szaleństwa. Być może to nieszczęśliwy przypadek. W gąszczu mglistych tropów i niepewnych podejrzeń J.P. Cuenca może zrobić tylko jedno: podejmuje własne śledztwo. 

Reżyser i zarazem główny bohater tej filmowej układanki podąża śladem swojego martwego sobowtóra, usiłując odtworzyć jego losy. Zamyka się w wynajętym, pustym mieszkaniu i analizuje najdrobniejsze szczegóły. Sytuacja komplikuje się, gdy zaczyna odbierać telefony z pogróżkami, a jego śledztwo wyraźnie jest komuś nie na rękę.

Joao Paulo Cuenca wokół prawdziwego incydentu buduje wielopiętrową fantazję z detektywistycznym zacięciem, serwując – jak kto woli – albo nietypowe kino autobiograficzne, albo kryminał wykorzystujący najlepsze zagrania gatunku. Żonglując charakterystycznymi dla tego kina rozwiązaniami, Cuenca swobodnie miesza fikcję z rzeczywistością i nie zamierza rozplątywać tego supła nawet pod koniec filmu. Wręcz przeciwnie: do tego czasu zdąży namnożyć tropów, wprowadzić do opowieści femme fatale i dorzucić do swojej historii głębokie przesłanie. Ponadto kilka razy udaje mu się mrugnąć okiem do miłośników kina Alfreda Hitchcocka i Romana Polańskiego. 

I to wszystko zdołało się zmieścić w filmie będącym zaledwie debiutem tego twórcy.

 

czytaj także

zobacz także