"Co przynosi przyszłość". Radość przegrywania [RECENZJA T-Mobile Nowe Horyzonty]

Piotr Czerkawski 23-07-2016

Bohaterowie Mii Hansen-Love zawsze byli mistrzami świata w pięknym przegrywaniu. Nathalie z „Co przynosi przyszłość” jest jednak pod tym względem prawdziwą rekordzistką.

Gdy ją poznajemy, w krótkim czasie musi zmierzyć się ze śmiercią matki, zdradą męża i kłopotami w pracy. Dojrzała kobieta nie zamierza przyglądać się tym nieszczęściom z pokorą godną Hioba w spódnicy. Jednocześnie zaciekle broni się przed wcielaniem w życie poradnikowych frazesów. 

Hansen-Love jest zbyt inteligentną twórczynią, by kazać bohaterce udać się do chirurga plastycznego, zakochać się w byle kim albo wyruszyć do Indii w poszukiwaniu oświecenia. Przed popadnięciem w marazm broni Nathalie radość, którą wciąż sprawiają jej rozmaite aspekty codzienności.

Mistrzostwo Hansen-Love polega na tym, że choć opowiada o kryzysie egzystencjalnym, nie pozwala bohaterce rozkleić się ani popaść w histerię. Nathalie, grana przez Isabelle Huppert z właściwą jej elegancją i wdziękiem, zachowuje spokój nie dlatego, że jest pozbawiona emocji. Bohaterka czuje się zobligowana do utrzymywania postawy racjonalnej choćby ze względu na wykonywany zawód. Nauczanie filozofii nie tylko zaszczepia w Nathalie poczucie odpowiedzialności, lecz także stanowi źródło napędzającej ją do życia pasji.

Hansen-Love, inspirująca się po części przeżyciami własnej matki, starała się przedstawić realia życia francuskich intelektualistów najwierniej, jak to możliwe. W „Co przynosi...” aż roi się od pełnych erudycji rozmów, w których bohaterowie rozpatrują swoje codzienne dylematy w kategoriach filozoficznych problemów. Na marginesie tych – przeważnie autoironicznych i pozbawionych pretensjonalności – dyskusji Nathalie stopniowo kształtuje postawę pozwalającą jej ze spokojem oczekiwać kolejnych życiowych wyzwań. Traktująca każdą porażkę jako okazję do zdobycia doświadczeń i nieoczekująca od przyszłości zbyt wiele bohaterka nie tylko przestaje bać się losu, lecz potrafi go zuchwale prowokować. Gdyby było inaczej, na pewno nie zdecydowałaby się przecież zaadoptować kotki o wdzięcznym imieniu Pandora.

 

czytaj także

zobacz także