Anno Biller, zrób ze mną, co chcesz [RETROSPEKTYWA T-Mobile Nowe Horyzonty]

Natalia Gruenpeter 22-07-2016

Seksowne kobiety, szerokie uśmiechy, lakierowane włosy – wystarczy przeczytać to z emfazą filmowego lektora, aby otrzymać zapowiedź twórczości Anny Biller. Kalifornijska reżyserka zaprasza na kinofilską ucztę. Ostrożnie! Pod tonami lukru ukryła żyletki naostrzone ideologiczną krytyką.

Zorganizowany w cyklu Trzecie Oko przegląd filmów Anny Biller przypomina wnętrze kalejdoskopu, w którym konwencje kina sexploitation i tradycje włoskiego giallo sąsiadują z odpryskami melodramatu, horroru i miękkiej pornografii. 

Czy Viva żyje w najlepszym z możliwych światów?

Popisowym przykładem tej zabawy jest pełnometrażowa „Viva”. Biller portretuje w niej zaniedbywaną przez męża kobietę, która postanawia przeżyć prawdziwą przygodę i daje się ponieść gorączkowej atmosferze seksualnej rewolucji lat 70. „Viva” to baśń podszyta Bunuelem, ale też kalifornijska wariacja na temat oświeceniowej przypowiastki filozoficznej i subwersywne sexploitation. Ekscentryczność Johna Watersa spotyka tutaj wrażliwość Todda Haynesa, aby wejść w dialog z feministyczną myślą Laury Mulvey. Za dużo? Żeby opisać rozpasane kino Anny Biller, trzeba sięgnąć po równie ekscesywny język. 

Widz zapewne będzie potrzebował chwili, aby oswoić się z konwencją, ale jest spora szansa, że na kolejne szalone propozycje odpowie cytatem z muzycznego numeru wykonywanego przez Vivę w kulminacyjnej scenie orgii: „Zrób ze mną, co chcesz. Zrób wszystko”. 

Zmysłowa ironistka

Kino Biller nie kończy się na frywolnej grze z konwencjami. Za każdym filmem stoi genialne wyczucie scenografii, kostiumu i rekwizytu, a także benedyktyńska praca, jakiej wymaga kreacja stylizowanego na retro przedstawianego świata.

Biller rozbraja też eskapizm kinowych konwencji, kwestionuje polityki reprezentacji i nagina reguły wzrokowej przyjemności. Najlepsze jest jednak to, że nie używa do tego skomplikowanych filozoficznych narzędzi ani retorycznych popisów. Jej strategia polega na przykładaniu do kina szkła powiększającego, które paradoksalnie wcale nie przybliża nas do świata przedstawionego, ale tworzy dystans. Biller nie wylewa jednak dziecka z kąpielą i nie odmawia widzowi grzesznych przyjemności. Zdaje się, że sama nieźle się bawi, ucieleśniając różne fantazmaty kobiecości.

 

czytaj także

zobacz także