"Martwe wody". Filozofia zgrywy [RECENZJA T-Mobile Nowe Horyzonty]

Piotr Czerkawski 22-07-2016

Bruno Dumont nigdy nie przestał być radykałem. Jeśli już zdecydował się nakręcić komedię, nie ograniczył się bynajmniej do bezpiecznych, salonowych żarcików, które przystoją filozofowi europejskiego kina. „Martwe wody” to przykład najczystszego slapsticku – w tym filmie reżyser ciska swoim widzom tortem w twarz i rzuca im pod nogi skórkę od banana.

Wszystkie te oklepane numery działają, gdyż Dumont – do tej pory pracujący raczej na reputację ponuraka – wykonuje je ze szczerym uśmiechem neofity. Szczególną radość sprawia reżyserowi chuligańska zabawa stylizacją retro. „Martwe wody” to film zrywający ze stereotypem i odsłaniający wyjątkowo szpetną gębę skrywaną za maską la belle epoque. Dumont bez litości wykpiwa arogancję arystokratów, którzy pewnego letniego dnia 1910 roku przyjeżdżają na urlop do nadmorskiej wioski. W osiągnięciu komicznego efektu doskonale pomaga reżyserowi duet Fabrice Luchini – Juliette Binoche. Duet, pasujący bardziej do scenicznej adaptacji Racine’a niż do sztubackiej farsy, cudownie parodiuje właściwą wyższym warstwom emfazę, z jaką przyglądają się „prawdziwemu życiu zwykłych ludzi”.

Dumontowi chodzi jednak w „Martwych wodach” o znacznie więcej niż tylko o przedrzeźnianie zgrai burżujów. Twórca „Poza szatanem” traktuje komizm z najwyższą powagą i wcale nie oddala się od swych poprzednich filmów tak bardzo, jak mogłoby się wydawać. Humor staje się w ręku Dumonta środkiem do osiągnięcia zbawiennego dystansu i przekroczenia siebie, które może przynieść zespolenie nawet najbardziej odległych skrajności. „Martwe wody” stają się zatem kolejnym epizodem – stanowiących obsesję reżysera – poszukiwań złotego środka pomiędzy grzechem a świętością, czułością a okrucieństwem, pięknem a brzydotą. Aby osiągnąć swój cel, Dumont zawsze starał się łączyć na chybił trafił skrajnie różne środowiska, temperamenty i systemy wartości. Cóż więc dziwnego, że tym razem osią fabuły uczynił alians paryskich arystokratów i rodziny flandryjskich kanibali?

 

 

czytaj także

zobacz także