Mistrzyni kina Jessica Hausner: Decyzje nie rodzą się z pustki [ROZMOWA T-Mobile Nowe Horyzonty]

Urszula Lipińska 21-07-2016

– Nawet na pozornie wolne wybory nakłada się mnóstwo ograniczeń. To mnie fascynuje – przekonuje Jessica Hausner, austriacka reżyserka otwierająca Mistrzowskie lekcje kina.

Urszula Lipińska: Mija 15 lat od Twojego debiutu filmem „Lovely Rita”. Czy bardzo się zmieniłaś?

Jessica Hausner: Zdarza mi się oglądać moje dawne filmy. Ostatnio wróciłam do „Lovely Rita” i przykuły w nim moją uwagę rzeczy, których nie widziałam, kiedy powstawał. Z dystansu dostrzegłam, jak ważny był konkretny czas. Lata 90. w Austrii, społeczne nastroje tego okresu i ówczesna kondycja klasy średniej. Teraz, po latach, znowu się tym interesuję – moja kariera zatoczyła koło. 

Pokazom Twoich filmów będzie towarzyszyć „Dyskretny urok burżuazji” Luisa Bunuela. Wskazałaś, że jest on dla Ciebie ważny. Dlaczego?

– Zainspirował mnie do zostania reżyserką. Widziałam go, mając 16 czy 17 lat, i zrobiła na mnie duże wrażenie ta kombinacja sztuki i rozrywki. Uświadomiłam sobie, że złożenie tych dwóch rzeczy, zainspirowane osobistymi spostrzeżeniami, jest istotą kina. Tylko takie połączenie może stworzyć unikatowy film.

Bunuel słynął z krytycznego podejścia do religii. Czy to Cię też połączyło z jego kinem?

– Kończyłam żeńską szkołę katolicką. Było w tym coś szalenie staromodnego, coś „za siedmioma górami, za siedmioma lasami”, miejsce odcięte od rzeczywistości i zastygłe w czasie. Moi rówieśnicy uczyli się myśleć swobodnie i samodzielnie, ode mnie wymagano całkowitego posłuszeństwa. Źle to znosiłam. Chciałam sama formułować opinie na temat polityki, otaczającego mnie świata czy religii. W szkole doświadczyłam głównie opresji i dlatego tak bardzo spodobało mi się kino Bunuela, krytykujące narzucanie struktur myślenia. 

Różne rodzaje uwięzienia – w społeczeństwie, religijności, rodzinie – to tematy przewijające się w Twojej twórczości. 

– Zawsze zastanawiało mnie, na ile mogę samodzielnie dokonać jakiegoś wyboru. Mogę sama zdecydować, co zjem na obiad albo którą ulicą wrócę do domu, ale przecież nawet te proste wybory są już obciążone ograniczeniami. Mogę wybierać z tego, co jest mi dostępne – wiele zależy od tego, w jakim kraju żyję, z jakiej rodziny pochodzę, jaka jest sytuacja polityczna. Żadna decyzja nie rodzi się z pustki. Zawsze coś na nią wpływa. Nawet na pozornie wolne wybory nakłada się mnóstwo naszych prywatnych ograniczeń. Ten temat nieodmiennie mnie fascynuje, to niewyczerpane źródło inspiracji. 

Dlaczego wszystkie filmy realizujesz z operatorem Martinem Gschlachtem?

– Martina spotkałam w szkole filmowej. Był operatorem mojego filmu dyplomowego i od tego momentu pracuję już tylko z nim. Rozumie moje historie i „myśli” nimi. Nie zajmuje się komponowaniem kadrów, ale szuka piękna, opierając się na tym, co napisałam. Ufam mu. Czytamy przez wiele miesięcy scenariusz, dyskutujemy, wspólnie szukamy filmowego języka. 

W Twoich filmach główne postaci to kobiety. Czy są to lepsze bohaterki?

– Dużo mówi się teraz o równości płci. Z politycznego punktu widzenia jestem za równością płci. Ale opowiadam o kobietach, bo dla mnie to naturalne, że to kobietę ustawiam w roli głównej.

Rozmawiała Urszula Lipińska

czytaj także

zobacz także