DJ-ski set w Arsenale, czyli Rojek robi noise [ROZMOWA T-Mobile Nowe Horyzonty]

Iwona Sobczyk 21-07-2016

– To nie będzie miła potańcówka – Artur Rojek zapowiada ekstremalne doświadczenia. 22 lipca muzyk wystąpi w Klubie Festiwalowym w Arsenale w nietypowej dla siebie roli DJ-a. Początek o godz. 22, wstęp wolny.

Iwona Sobczyk: Jaki będzie ten set?

Artur Rojek: Nie wiem jeszcze dokładnie.

Do tańca czy do słuchania w skupieniu?

– Będzie można potańczyć, ale nie jestem pewien, czy wszyscy będą mieli na to ochotę.

Czysta elektronika czy trochę gitar?

– Ekstremalna elektronika. Techno po prostu. I trochę noise'u.

Jak się zaczęła Twoja didżejska kariera?

– Nie zaczęła się, bo to żadna kariera. Robię to okazjonalnie. Pierwszy set zagrałem cztery lata temu na festiwalu Przemiany w Warszawie. W 2014 roku na ulicy Mariackiej w Katowicach w ramach OFF Festivalu wystąpiłem jako reprezentujący go DJ obok Barry'ego Hogana z ATP i Fra Soler z Primavery. Potem miałem okazję powtórzyć to jeszcze dwa razy. Ostatnio często się zdarza, że za didżejowanie biorą się ludzie, którzy z tym zajęciem nie mają wiele wspólnego. Profesjonaliści robią to na co dzień, tacy jak ja od czasu do czasu. Jestem kojarzony z muzyką nie tylko jako artysta, ale też jako organizator jednego z najbardziej eklektycznych festiwali w Polsce, osoba, która promuje muzykę, mówi o niej i pisze. Jako DJ również mogę wykorzystać tę wiedzę.

Jak się czujesz w tej roli? Bo domyślam się, że inaczej niż jako frontman zespołu.

– W obu przypadkach mam świadomość, że muszę zrobić to najlepiej, jak potrafię. Dlatego sporo czasu poświęcam na przygotowania, tak samo jak przed zwykłym koncertem czy nagrywaniem płyty. Jako DJ nie pracuję głosem, ale wiedzą, umiejętnością łączenia utworów, budowania klimatu. Ciekawe jest w tym to, że przy okazji muszę mocniej zagłębić się w muzyczną sferę, której na co dzień nie penetruję tak głęboko.

Na co dzień słuchasz mniej elektroniki niż innych brzmień?

– Słucham mniej takiej elektroniki, jaką gram w DJ setach. Taki set jest dla mnie rodzajem performansu, dlatego staram się tak dobrać muzykę, żeby nie pozostawić ludzi obojętnymi. Mogą się krzywić albo cieszyć, ale niech nie będą obojętni.

Trema większa niż przed normalnym koncertem?

– Jest coś takiego, że musisz skupić się na trochę innych rzeczach. Grasz dla innej publiczności, musisz większą uwagę poświęcić stronie technicznej całego przedsięwzięcia. Jest inaczej, trzeba się do tego po prostu przygotować.

Nie chcesz za bardzo odkrywać kart, ale rozumiem, że we Wrocławiu podzielisz się swoimi muzycznymi odkryciami?

– Zawsze przy takiej okazji staram się wybrać muzykę, która na mnie samym robi duże wrażenie. Nawet gdyby nikt nie miał przy tym zatańczyć. W jakiejś części na pewno będę nawiązywał do muzyki, którą generuje wytwórnia L.I.E.S. Records. Jestem jej fanem, już dwa razy była obecna na OFF Festivalu. Na pewno twórczość związanych z nią artystów, w tym jej założyciela Rona Morellego, pojawi się w moim secie.

Na dobór muzyki ma wpływ to, że grasz na festiwalu filmowym?

– Nie, to nie ma znaczenia. Natomiast sam fakt, że gram na festiwalu Nowe Horyzonty, ma dla mnie duże znaczenie. Uważam, że to najlepszy festiwal filmowy w Polsce. Nie odwiedzam go niestety, bo koniec lipca to zawsze gorący okres ostatnich przygotowań do OFF-a, ale jestem wielkim fanem Nowych Horyzontów i od zawsze byłem pod ogromnym wrażeniem pracy, jaką wykonuje Roman Gutek.

Nowe Horyzonty to właściwie filmowy odpowiednik OFF Festivalu.

– Nigdy nie ukrywałem, że Nowe Horyzonty były dla mnie jedną z inspiracji dla stworzenia OFF Festivalu. Nie wprost, bo jednak zajmujemy się innymi dziedzinami sztuki, ale jeśli chodzi o klimat, odwagę, eklektyzm, to zawsze mi imponowały.

Jeśli przejrzeć program tegorocznego Klubu Festiwalowego w Arsenale, to znajdzie się kilku artystów, których wcześniej można było posłuchać na OFF-ie. To u Ciebie grali wcześniej Ho99o9 i Xiu Xiu z muzyką z „Twin Peaks”, a w tym roku wystąpi młoda Niemoc. Masz satysfakcję, że Twoje odkrycia idą potem w Polskę?

– Cieszę się, jak artyści raz zaproszeni przez nas wracają potem na inne festiwale. Tak było na przykład z The National, którzy po raz pierwszy w Polsce zagrali na OFF-ie, brytyjskim Savages, Zbigniewem Wodeckim z Mitchami, którzy swoją przygodę zaczynali u nas, The Fall czy Omarem Souleymanem. Xiu Xiu i Ho99o9 byli naprawdę niesamowici. Ho99o9 zagrali na dzikiej scenie ustawionej na ciężarówce. Miałem obawy, czy któryś z nich nie spadnie z rusztowania, czy scena wytrzyma, czy ludzie nie będą za bardzo napierać. Było w tym trochę ryzyka. To jeden z tych koncertów na OFF-ie, które pamiętam jako najbardziej nieokiełznane. Cieszę się, że przyczyniliśmy się do ich większej popularności w Polsce.

Rozmawiała Iwona Sobczyk

czytaj także

zobacz także