"Służąca": Tsunami feminizmu [RECENZJA]

Piotr Czerkawski 21-07-2016

„Służąca” to „Niebezpieczne związki” odziane w seksowny uniform pokojówki, a także nowe otwarcie w karierze Chan – wook Parka.

Film koreańskiego mistrza pozostaje niemal zupełnie wyzbyty - charakterystycznej dla niego – grozy i przemocy. Zawiera za to olbrzymią dawkę wysmakowanej erotyki. Podczas seansu trudno oprzeć się wrażeniu, że główne bohaterki pobierały lekcje ars amandi od dziewczyn z „Życia Adeli”. Ku uciesze widzów, okazały się bardzo pojętnymi uczennicami.

 

Park filmuje ich igraszki z uroczą zachłannością, każdą pojedynczą pieszczotę czy grymas rozkoszy celebruje tak jakby miał do czynienia z miniaturowym dziełem sztuki. Imponująca wrażliwość wizualna łączy się u twórcy „Stokera” z zuchwałą świadomością własnej wirtuozerii. W niemal każdej kolejnej scenie Koreańczyk podejmuje nowe wyzwania i testuje granice swego kunsztu. Trudno jednak zarzucać mu kabotyństwo, gdyż z większości tych prób wychodzi obronną ręką. Dość powiedzieć, że Parkowi udało się, dla kaprysu, nasycić erotycznym napięciem nawet scenę osobliwego zabiegu dentystycznego.

 

Jednocześnie jednak „Służąca” to znacznie więcej niż – emanująca zmysłowym napięciem – sztuka dla sztuki. Cofający się do czasów okupacji Korei przez Japonię film wskazuje na polityczne uwikłanie seksualności. Pod tym względem ma wiele wspólnego z pamiętnym „Ostrożnie, pożądanie”. Inaczej jednak mroczny w wymowie dramat Anga Lee, dzieło Parka kokietuje nas jednak wyzywającym optymizmem. 

„Służąca” okazuje się w pewnym sensie opowieścią o marionetkach, które zyskują samoświadomość i zwracają się przeciw okrutnemu stwórcy. Pozornie niemające prawa zaistnieć uczucie Hideko i Sook -he oznacza triumf swobody nad nakazem, żądzy nad wyrachowaniem.

Zwycięstwo to może dokonać się tylko dzięki zdecydowanemu odrzuceniu barier klasowych i płciowych. „Służąca” to zaaranżowana w sypialni demonstracja, której uczestniczki nie wykrzykują ideowych sloganów, lecz wydają z siebie jęki rozkoszy. Nie ma wątpliwości, że Chan – wook Park, zamiast fali, zafundował nam prawdziwe tsunami feminizmu.

czytaj także

zobacz także