Kostas Georgakopulos: W duchu Davida Lyncha [ROZMOWA T-Mobile Nowe Horyzonty]

Urszula Lipińska 21-07-2016

– Dla mnie najważniejsze jest prezentowanie muzyki dobrej jakości oraz artystów działających gdzieś między muzyką a filmem – mówi Kostas Georgakopulos, kurator sceny muzycznej na festiwalu T-Mobile Nowe Horyzonty.

Urszula Lipińska: Jak na kształt sceny muzycznej wpływa komponowany przez Romana Gutka program filmowy?

Kostas Georgakopulos: Dziesiąty już raz odpowiadam za program muzyczny. Mamy bardzo dobry kontakt z Romanem Gutkiem i łatwość komunikacji pomaga mi w programowaniu sceny muzycznej. Mamy wspólnie różne pomysły na klub. Od kilku lat chcemy, żeby na scenie pojawiał się artysta determinujący kształt Klubu Festiwalowego. W tym roku taką postacią jest David Lynch. On sam nie mógł przyjechać, bo pracuje nad nowym odcinkami „Twin Peaks”, ale mieliśmy zaplanowanych kilka projektów i udało się zaprosić Xiu Xiu, amerykańskie trio grające utwory z tego serialu. Warto dodać, że to ostatni raz, kiedy zespół wystąpi z tym repertuarem. Przyjeżdżają z Los Angeles specjalnie na ten koncert. Oczywiście pomysł z Lynchem opierał się na produkcji opery „Zagubiona autostrada”. Projekt związany z twórczością Lyncha – przypominam, że to także znakomity muzyk – zrealizujemy w niedalekiej przyszłości, może już w 2018 roku, po emisji nowych odcinków „Twin Peaks”.

 

Idea nowohoryzontowości to także poszukiwanie czegoś nowego i świeżego. Czy łatwo to znaleźć we współczesnej muzyce?

– Nie, dlatego nawet nie mam takich ambicji. Najważniejsze jest, żeby prezentować muzykę dobrej jakości, wpisującą się w strategię artystów będących „pomiędzy” filmem a muzyką. Przykładem tego w ostatnich latach są: Nick Cave, Mike Patton, Peaches czy Diamanda Galás. Niełatwo było ich sprowadzić. Ale co będzie, jak odejdzie Cave, Dylan czy Waits? Nie mają następców, artystów tak ważnych, potężnych. Nie ma młodszej generacji muzyków, którzy mogliby wypełnić po nich lukę. Może przesadzam, ale mamy zupełnie nową erę – erę postinternetową czy cybernetyczną.

Kto jest w tym roku największym muzycznym odkryciem festiwalu?

– Ciekawostką jest na pewno czesko-norweski zespół Fiordmoss, co prawda popowo-rockowy, ale grający ciekawą, oryginalną muzykę. Niestety, nie moim odkryciem jest Horror, który z pewnością należy do ciekawszych punktów tegorocznego programu. Potwierdzeniem naszej strategii jest zaproszenie Kevina Martina i jego projektu The Bug. Martin to dla mnie jeden z najważniejszych muzyków ostatnich 20 lat, znany z zespołów God, Techno Animal czy King Midas Sound oraz producent wielu gwiazd. Wydarzeniem będzie z pewnością koncert Waglewskich, na który zostało bardzo mało biletów. 

Poza Waglami na scenie pojawi się wielu polskich artystów.

– Chcemy, żeby polscy twórcy byli w programie, ich jakość wzrasta od kilku ostatnich lat, są na dobrym poziomie europejskim. Ale niestety, wciąż nie jesteśmy bardzo oryginalni. W tym roku po raz pierwszy na taką skalę współpracujemy z projektem/formatem muzycznym naszego sponsora, T-Mobile. Przygotowaliśmy projekt pod nazwą Electronic Beats Polska i dzięki tej kolaboracji zyskaliśmy wielu polskich artystów oraz to, że niektóre koncerty są bezpłatne. 

Wielu artystów pojawiających się w programie nie tylko gra, ale i ciekawie wygląda na scenie. Czy miało to dla Ciebie znaczenie?

– Horror osiągnął w tym niebywałą jakość i wypracował „łobuzerkę” sceniczną. Zafascynowali mnie żywiołowością swoich koncertów i jestem ciekawy, jak wypadną we Wrocławiu. Niewątpliwie interesująco – choć z innych powodów – prezentuje się Kevin Martin z zespołem The Bug. Mogę zdradzić, że to muzyk ekstremalnie pilnujący parametrów technicznych sprzętu. Jeśli coś się nie zgadza, potrafi przerwać koncert albo w ogóle nie zagrać, więc trzymajcie kciuki za dźwięk w Arsenale. Serdecznie zapraszam na wszystkie koncerty. 

 

czytaj także

zobacz także