"Zagubiona autostrada" w przestrzeni snu. David Lynch według Natalii Korczakowskiej

Marta Bałaga, Urszula Lipińska 21-07-2016

Lynch, Jelinek, Neuwirth i reżyseria Natalii Korczakowskiej w monumentalnym wnętrzu Narodowego Forum Muzyki – powracają obsesje znane z wizyjnego arcydzieła kinowego, ale operowa „Zagubiona autostrada” nie ma z nimi konkurować.

Duchem unoszącym się nad tegorocznym programem T-Mobile Nowe Horyzonty jest David Lynch. Jednym z przejawów jego obecności jest prapremiera opery filmowej „Zagubiona autostrada” w reżyserii Natalii Korczakowskiej z librettem Elfriede Jelinek. 

– Usłyszałam tę muzykę po raz pierwszy, gdy przygotowywałam się do swojej premiery w Teatrze Wielkim – opowiada Natalia Korczakowska. – Zachwyciła mnie: przez swoją inteligencję, przez to, jak skutecznie opowiada o napięciach ukrytych w ludzkiej podświadomości, można powiedzieć, że równie skutecznie jak film Davida Lyncha, który jest mistrzem w obnażaniu ludzkich lęków i obsesji. Reżyser stworzył w tym celu bardzo szczególny język filmowy, który przez Olgę Neuwirth został w niezwykły sposób przetworzony na dźwięk.

Meandry wyobraźni 

Reżyserka utkała tę operę niczym labirynt; labirynt odbić i materiałów wideo, w którym błądzą postacie znane z filmu Lyncha. Fred Madison/Pete (inaczej niż w filmie grany tym razem przez jednego aktora), jego żona Renee i Mr Eddy błądzą po nim, aż spotykają się we wspólnym punkcie: podejrzeniu Freda, że Renee go zdradza. Bynajmniej nie jest to rozwiązanie zagadki, a raczej kolejne jej zasupłanie. W świecie bohaterów zaczynają się od tego momentu mieszać zmysłowe obsesje, przemoc, intymność i utrata kontroli. 

– Ta muzyka jest napisana na przestrzeń – tłumaczy swoją koncepcję Korczakowska. – Nie jest w stanie wybrzmieć z CD, bo zawiera w sobie szereg bardzo skomplikowanych zabiegów elektroakustycznych – wybrzmiewa dopiero w czasie inscenizacji. Dlatego ta sala, także pod względem akustycznym, miała dla mnie duże znaczenie. Może także stanowić metaforę stanu psychicznego głównego bohatera, jego szaleństwa, fugi dysocjacyjnej, poprzez swoją architekturę, rytm balkonów itp. Dzięki tej sali nie musimy korzystać ze zbanalizowanych chwytów: obrazów pustyni, Los Angeles i tego wszystkiego, co stanowi istotę estetyki Lyncha, a do czego nie mamy tutaj dostępu. Zresztą wszelkie próby podrobienia tego języka byłyby po prostu pretensjonalne. To właśnie przestrzeń Narodowego Forum Muzyki pozwala mi na stworzenie niezależnej i jednocześnie bardzo specyficznej dla niego atmosfery – twierdzi. 

Dialog z Lynchem

Rzeczywistości nie sposób odróżnić od sennego koszmaru. Wszystko przenika się, zapętla, wraca do dawnego położenia, burzy logikę i wychodzi z przewidywalnych ram. Tak w samym utworze, jak i w operze Korczakowskiej, ogrywanej w przestrzeni wrocławskiego Narodowego Forum Muzyki i swobodnie przenikającej ze sceny za kulisy inscenizacji. – Nie chodzi o to, żeby zaspokajać nadzieje wielbicieli Davida Lyncha – przekonuje reżyserka. – Gdybym w ten sposób podchodziła do tej sprawy, nie podjęłabym się realizacji „Zagubionej autostrady”. Mam jednak nadzieję, że spektakl będzie przyjęty raczej jako forma dialogu z Lynchem. To fascynujące, gdy udaje się przetłumaczyć konkretną estetykę filmową na performatywny świat teatru i opery. Nie chodzi o próbę konkurowania z arcydziełem. Mam wielką nadzieję, że nie dojdzie tu do powtórzenia sytuacji, gdy robiłam „Halkę” i zderzyłam się z klubem melomanów mających bardzo określone pojęcie na temat tego, jak to dzieło powinno być inscenizowane. 

 

czytaj także

zobacz także