Joanna Łapińska: Zachwyt w momencie oglądania [ROZMOWA T-Mobile Nowe Horyzonty]

Marta Bałaga 21-07-2016

Z Joanną Łapińską, dyrektorką artystyczną Międzynarodowego Festiwalu Filmowego T-Mobile Nowe Horyzonty, o nowohoryzontowości, selekcji do Konkursu Głównego, mistrzach kina i przyjemności oglądania filmów.

Marta Bałaga: W tym roku w Konkursie Głównym pojawią się aż trzy filmy zrealizowane przez polskich twórców.

Joanna Łapińska: Rzeczywiście mamy w tym roku sporą reprezentację polską – filmy polskich reżyserów realizowane w kraju i – tak jest w przypadku „Baby Vangi” Aleksandry Niemczyk – poza Polską. W tym roku w Konkursie Głównym prezentujemy dziesięć filmów – trochę mniej niż zwykle, ale dzięki temu udało nam się przygotować zestaw, o którym śmiało można powiedzieć: esencja „nowohoryzontowości”. To najprawdopodobniej najodważniejszy zestaw z tych, które dotychczas prezentowaliśmy. Bardzo mnie to cieszy. To sekcja dla wybranych. Wiemy, że osoby, które oglądają te filmy, robią to bardzo świadomie. Międzynarodowy Konkurs Nowe Horyzonty ma swoją wierną grupę widzów – wyrobionych, wytrawnych kinomanów. To dzięki nim i dla nich możemy pokazywać we Wrocławiu kino, którym nasz festiwal wyróżnia się na tle innych wydarzeń filmowych.

Dlaczego jest to tak odważna selekcja? Myśli Pani o jakichś konkretnych tytułach?

– To filmy, które bardzo odważnie używają języka filmowego, ciekawie mieszają style. Jednym z najbardziej wyrazistych filmów tegorocznej selekcji jest na pewno „A Crackup at the Race Riots”. Polecam też film, który zachwycił mnie swoją dojrzałością – „Ostatnie dni miasta”. To kino z Egiptu, filmy z tego kraju nieczęsto pokazujemy na naszym festiwalu. Tamer El Said, reżyser filmu, z delikatną nutką humoru, a jednocześnie bardzo poważnie i – jak powiedziałam wcześniej – dojrzale, opowiada o arabskiej wiośnie. To mądre kino dla wyrobionego widza, dla widza nowohoryzontowego.

Ma Pani wrażenie, że przez te wszystkie lata publiczność Nowych Horyzontów się zmieniła? Czy wciąż zależy jej na tym, żeby zgłębiać nowe horyzonty kina?

– Zmienia się świat wokół nas, zmienia się kino, nasza publiczność też jest trochę inna niż podczas pierwszych edycji. Podobnie zresztą jak my, którzy przygotowujemy program festiwalu. Wciąż szukamy czegoś nowego, nowych horyzontów kina, ale jednak są one różne od tych sprzed kilkunastu lat. Myślę jednak, że i my, i nasi widzowie mamy jedną stałą cechę, a jest nią duża otwartość na rozmaitość w kinie. Program festiwalu jest przecież bardzo różnorodny. Dzięki temu odwiedzają nas też różni widzowie, i to nas bardzo cieszy. Są tacy, którzy koncentrują się na wspomnianym już Międzynarodowym Konkursie Nowe Horyzonty. Inni będą oglądać Międzynarodowy Konkurs Filmów o Sztuce czy Trzecie Oko, poszukując kina z pogranicza sztuk. Są też tacy, którzy z zasady omijają te sekcje i koncentrują się raczej na Panoramie, w której mamy większe nazwiska i większe tytuły. Oni też mają duży wybór filmów i będą mogli przeżywać we Wrocławiu swój własny, wcale nie niszowy festiwal. 

Oglądając każdego roku tyle filmów, jak często zdarza się Pani zatrzymać i stwierdzić: to wyjątkowe dzieło? 

– Muszę przyznać, że bardzo często. Każdego roku lista moich ulubionych filmów powiększa się o co najmniej kilkanaście tytułów. Oczywiście nie każdy film jest odkrywczy, ale wydaje mi się, że z każdego festiwalu, na którym jestem, udaje mi się przywozić filmy, które mnie poruszyły. Poza tym bardzo lubię wracać do filmów, które już kiedyś widziałam. Ten rok jest dla mnie pod tym względem wyjątkowy, bo projekt Mistrzowie Kina Europejskiego pozwolił mi przypomnieć sobie wiele naprawdę świetnych filmów. Często przy ponownym oglądaniu odkrywamy je na nowo. To dla mnie duża przyjemność, bardzo to w kinie cenię. 

Podczas festiwalu odbędą się też Mistrzowskie Lekcje Kina. Czy wydaje się Pani, że możliwość spotkania się ze znanymi twórcami może dodatkowo wzbogacić odbiór ich filmów?

– Tak, to bardzo ważne. Spotkania z reżyserami często pozwalają widzom wejść jeszcze głębiej do ich świata, do ich kina. Zdarza się też, że rozmowy z reżyserami przeradzają się w mądre dyskusje o świecie. Za każdym razem, kiedy o tym mówię, przypominam sobie wizytę Aleksandra Sokurowa w Cieszynie. To było jedno z takich magicznych spotkań. Nagle okazało się, że można odrzucić to, co powierzchowne, i zamiast zadawania typowych pytań, porozmawiać o tym, co w życiu ważne. To momenty, których się nie zapomina. Już teraz sama czekam na spotkania z wieloma reżyserami, którzy pojawią się w tym roku we Wrocławiu. Np. z Cristim Puiu, którego „Sieranevada” była dla mnie najlepszym i najważniejszym filmem tegorocznego festiwalu w Cannes. Spotkałam tam reżysera, opowiadałam mu o festiwalu, cieszę się, że będzie z nami. To jego pierwsza wizyta we Wrocławiu. Jest niezwykle ciepłą osobą i myślę, że widzowie zakochają się w nim tak samo jak ja.

Myśli Pani, że rozmowa z reżyserem filmu, który zrobił na nas wrażenie, może wnieść coś dodatkowego?

– Oczywiście, jestem o tym przekonana. Mam też w głowie listę reżyserów, z którymi chciałabym porozmawiać. Jedno z moich marzeń spełni się w tym roku we Wrocławiu. Pamiętam moje pierwsze spotkanie z filmem „Nakarmić kruki” Carlosa Saury. Oglądałam go jako nastolatka i do dziś zostało we mnie to wielkie zauroczenie tym filmem, byłam nim absolutnie porażona. A teraz, lata po tym wydarzeniu, mam szansę spotkać się z Carlosem Saurą – już teraz cieszę się bardzo na tę chwilę. Często zdarza się, że film zachwyca nas od pierwszych minut. Pamiętam wiele takich seansów – siadałam w fotelu kinowym, a po chwili nie było mnie już dla świata poza ekranem. Potem seans się kończył, a ja, wciąż oszołomiona, czekałam na spotkanie z reżyserem. I często były to ważne, wyjątkowe spotkania. Takich przeżyć tu we Wrocławiu życzę naszym widzom. 

Które z prezentowanych filmów wywołały w Pani takie uczucie?

– Filmem, który zrobił na mnie duże wrażenie, jest na pewno niemiecki „Toni Erdmann”. Ciekawe, że te wszystkie moje tegoroczne odkrycia są takie długie [śmiech]. Maren Ade, autorka filmu, to niezwykle mądra reżyserka, która doskonale przekłada swoją artystyczną dojrzałość na obrazy w swoich filmach. Pamiętam jej poprzedni film „Wszyscy inni”, świetne kino. Cieszę się także z przyjazdu do Wrocławia Adriana Sitaru – znam Adriana już od dłuższego czasu, ale po raz pierwszy udało mi się zaprosić go na festiwal. I to w specjalnej roli, bo będzie też jurorem Międzynarodowego Konkursu Nowe Horyzonty. Podczas festiwalu odbędzie się także polska premiera jego najnowszego filmu „Nieprawi”. To mocne kino, które zostaje w nas, które przeszkadza, wierci nam w środku dziurę i nie pozwala o sobie zapomnieć. Film dotyka rzeczy, których wielu boi się dotknąć. Adrian ma tę odwagę. A T-Mobile Nowe Horyzonty to miejsce, gdzie takich twórców cenimy bardzo.

 Rozmawiała: Marta Bałaga

czytaj także

zobacz także