„Neon Demon”, czyli piękna i bestie [RECENZJA]

Marta Bałaga 21-07-2016

Po wybuczanym w Cannes „Tylko Bóg wybacza” Nicolas Winding Refn obdarowuje widzów festiwalu T-Mobile Nowe Horyzonty filmowym odpowiednikiem lukrecji. Słodko-gorzki „Neon Demon” z pewnością nie jest dla wszystkich, ale naprawdę trudno porównać go do czegokolwiek innego.

Nawet ubrany w modne ciuchy od najlepszych projektantów „Neon Demon” nie potrafi ukryć swojej prawdziwej natury – to dzieło, które trzydzieści lat temu znalazłoby się pewnie na słynnej liście zakazanych filmów według brukowca „The Daily Mail”, a młodzi kinomani w nieskończoność przegrywaliby go na przemycanych ukradkiem kasetach wideo. 

Obfitujący w sceny, których jednych doprowadzą do szaleńczego śmiechu, a u innych wywołają skurcz żołądka, „Neon Demon” pokazuje, jak wyglądałby świat, gdyby filmy Daria Argento nagle przedostały się do głównego nurtu kina. Albo gdyby wyższy budżet pozwolił Ruggerowi Deodato, autorowi niezapomnianych „Nagich i rozszarpanych”, na znacznie więcej niż tylko wysyłanie bohaterów do dżungli pełnej kanibali. 

Podążając za graną przez Elle Fanning młodziutką Jesse, duński reżyser zagłębia się w świat pozorów – wiecznie goniący za młodością tylko po to, żeby zabrać z niej to, co najlepsze, i z obrzydzeniem wypluć. Bezwzględność przemysłu modowego okazuje się dla niego zaledwie pretekstem do opowiedzenia współczesnej baśni, w której złotowłosa piękność mieszka w podrzędnym motelu, a ruszająca jej na pomoc dobrotliwa matka chrzestna ma dość nietypowe upodobania kulinarne. Nie wspominając już o tym, że szarmancki książę przeżywał niedawno wielokrotne orgazmy u samego Gaspara Noé. Ciekawe, co powiedziałby na to wujek Walt.

„Neon Demon” to przykład filmowego rozpasania – nieumiarkowania w jedzeniu, piciu i operowaniu obrazem.

Ekran pulsuje w stroboskopowym świetle, a długie szyje modelek mienią się złotem, jednocześnie uwodząc i irytując. Na dzieło pokroju „Drive” pewnie trzeba będzie jeszcze trochę poczekać, ale dobrze, że Refn wciąż nie wierzy w tak modny ostatnio minimalizm. Chyba nie byłoby mu z nim do twarzy. 

 

 

czytaj także

zobacz także