Cannes znaczy jakość. T-Mobile Nowe Horyzonty czerpie z najlepszych źródeł

Kuba Armata 14-07-2016

Laureat Złotej Palmy, zwycięzca z Locarno czy wyróżniony berlińskim Srebrnym Niedźwiedziem za scenariusz. To tylko niektóre z głośnych tytułów, jakie zobaczyć będzie można już niedługo we Wrocławiu podczas 16. edycji T-Mobile Nowe Horyzonty. W festiwalowych wyborach, jak co roku, prym wiodą propozycje z Cannes.

Nie odkryję Ameryki pisząc, że mniejsze festiwale żyją z tych większych. Co prawda, postrzeganie T-Mobile Nowych Horyzontów jako tej mniejszej imprezy (a w tym roku we Wrocławiu pokazanych zostanie blisko 400 filmów) może wydawać się nieco karkołomne, ale mowa o tych najważniejszych. Berlin, Wenecja, Rotterdam, Locarno czy Cannes.

Każdego roku te festiwale dostarczają Romanowi Gutkowi i jego ekipie solidnej porcji wartych sprowadzenia do Polski tytułów. Od nagrodzonych, przez powszechnie chwalone (a często niedoceniane) po wzbudzające skrajne reakcje. Tak, tak, mowa o Nicolasie Windingu Refnie. Kolejnym, po von Trierze, pochodzącym z Danii enfant terrible współczesnego kina. Canneński pokaz jego nowego filmu był chyba najbardziej osobliwą projekcją w jakiej można był o w tym roku na Lazurowym Wybrzeżu uczestniczyć.

U jednych wzbudził zachwyt, u innych. jawną agresję . Bo w takich kategoriach należy chyba postrzegać wyzywanie reżysera i otwarte sugerowanie mu, by lepiej poszukał sobie nowego zajęcia. Refn nie mógł marzyć o lepszej reklamie. Efekt? „The Neon Demon” to jeden z filmów otwarcia tegorocznej edycji T-Mobile Nowych Horyzontów.

Na filmy z Cannes idę w ciemno

Drugim jest „Julieta” Pedro Almodóvara, czyli kolejna propozycja z canneńskiego konkursu. Trzecim - „Cmentarz wspaniałości” znakomitego tajskiego reżysera Apichatponga Weerasethakula, który w Cannes zobaczyć można było przed rokiem. To tylko mała próbka potęgi tego festiwalu, bo od lat stanowi on synonim filmowej jakości. Kiedy niedawno zapytałem koleżankę, co z bogatego programu wrocławskiej imprezy wybiera, odpowiedziała: „Na filmy z Cannes idę w ciemno”.

I ja taką „selekcję” rozumiem. Bo może tytuły te, w opozycji do idei festiwalu, nie odkrywają nowych horyzontów kina, ale ryzyko rozczarowania jest w ich przypadku naprawdę niewielkie.

Nie tylko Almodovar

A jest w czym wybierać, zwłaszcza w sekcji Panorama Gala. Z jednej strony największy zwycięzca tegorocznego festiwalu w Cannes, czyli „Ja, Daniel Blake” Kena Loacha, z kapitalną rolą Dave’a Johnsa. Z drugiej największy niedoceniony, którym okazał się „Toni Erdmann” w reżyserii Maren Ade. Film, który nie znalazł uznania w oczach jury, a zebrał najwyższą  średnią ocen przyznawanych przez dziennikarzy w historii festiwalowej edycji pisma „Screen”.

We Wrocławiu zobaczyć będzie też można nowe tytuły innych reżyserów, zmagających się niedawno o Złotą Palmę . Wśród nich: Asghar Farhadi, Cristi Puiu, Bruno Dumont, Park Chan-wook czy Alain Guiraudie. Wychodzi na to, że wcale nie trzeba jechać do Cannes, żeby uczestniczyć w tym festiwalu.

 

 

czytaj także

zobacz także