„Błysk”, nowa płyta Hey na trasie Męskie Granie 2016. Katarzyna Nosowska w rozmowie z CoJestGrane24

ROZMAWIAŁ ŁUKASZ KAMIŃSKI 06-07-2016

O każdej płycie, która jest debiutem, o tremie, która jest niezbędna, i słowie „dziękuję”, w którym można się spalić. Rozmawiamy z Katarzyną Nosowską i Pawłem Krawczykiem.

Prawie ćwierć wieku nagrywania, koncertów, mnóstwo nagród (mierzonych już bardziej w kilogramach, niż statuetkach). I jedenaście płyt, bez których nie sposób wyobrazić sobie współczesnej polskiej muzyki. Najnowsza, „Błysk” (Kayax) miała swoją premierę w kwietniu. Jak zawsze inna od poprzednich, ale równie w swojej intymności i szczerości uniwersalna. Ani szczecińska, ani warszawska, ani polska nawet, tylko niesłychanie ludzka, ponadpokoleniowa, tak w tekstach, jak i w muzyce. „Błysk” swobodnie krąży sobie między szorstkim dźwiękiem brudnych gitar, balladowym wyciszeniem, migawką z popu lat 80. - niejednorodna stylistycznie, tajemniczo, jak to bywa w przypadku Hey, klimatycznie spójna.

Hey wyruszył w Polskę z „Błyskiem”. Nowy materiał można usłyszeć podczas trasy Męskie Granie 2016. Porozmawialiśmy z wokalistką, autorka tekstów Katarzyna Nosowską i kompozytorem i gitarzystą Pawłem Krawczykiem. Zespół wystąpi podczas finałowego koncertu w Żywcu.

Rozmowa z Katarzyną Nosowską i Pawłem Krawczykiem

Łukasz Kamiński: W pierwszej piosence na nowej płycie, w „Błysku” śpiewasz „spałam, gdy zakończył się świat”. W ostatniej, w „Historiach”, padają m.in. takie słowa „czemu na podeszwach butów wnosisz mi do domu brud, ma na myśli, wiadomości, plotki, nie uliczny kurz”. Czy muzyka wciąż jest dla Was ucieczką przed światem, strzeżoną granicą między Wami a rzeczywistością?

Katarzyna Nosowska: Tendencja do zachowań ucieczkowych wciąż się utrzymuje i ma się świetnie. To jedyna forma, sprawdzona i skuteczna, by ochronić się i przetrwać we współczesnym świecie. Własny umysł to bezpieczne schronienie.

A ten napór świata jakoś się zmienił w ostatnich latach?

KN: Świat się rozwija w napieraniu. Jestem ciekawa momentu, kiedy ta sytuacja osiągnie najwyższy pułap. Kiedy niezaspokojony apetyt ludzkości na nażeranie się osiągnie swoje apogeum.

Paweł Krawczyk: Mam nadzieję, że tego nie dożyję.

Czy Wasza muzyka jest też ucieczką dla słuchaczy?

KN: Mamy nadzieję, że nie jesteśmy zespołem, który serwuje prosty, gruby komentarz do rzeczywistości. Ludzie nie są głupi, widzą, co się dzieje wokół. Mam wielkie zaufanie do naszych słuchaczy, że świadomie, umiejętnie i namiętnie korzystają ze wszystkich swoich zmysłów. Nie chcę ich podbudowywać w troskach i frustracjach, zwątpieniach, bo nie należę do ludzi, którzy dziwią się, gdy doświadczają trudnych sytuacji.

Rzeczywistość to poligon. A celem życia jest podjęcie wyzwania, które rzuca nam rzeczywistość. Chciałabym więc, żeby nasze płyty i piosenki niosły ze sobą komunikat: nie jesteś sam, wszyscy tak mamy, nie przejmuj się, dasz radę, nie takie rzeczy ludzie znosili. I do przodu!
Ludzie czasem oczekują od artystów komentarzy politycznych, społecznych. Jeśli potrafisz komuś opowiedzieć o miłości, bólu, rzeczach osobistych, intymnych, to pewnie potrafisz też rozwikłać zagadki polityczne.

KN: Ludzie z lęku przed samym sobą angażują się w sprawy wielkie. Wtedy czują, że są prawi i spełnieni. Wiele osób też czuje nieustanną potrzebę zajmowania stanowiska w każdej możliwej sprawie, od pogody po najgrubsze z tematów. A ja uważam, że to jest absolutnie cudowne móc powiedzieć „nie wiem”, przyznać, że nie znam się na wszystkim. I to jest prawdziwa wolność.

Prywatnie też nie interesujesz się polityką?

KN: Rozpoznaję tylko te główne i najbrzydsze twarze. Tak naprawdę nie wiem kto jest kim w polityce. I nie chcę tego wiedzieć. Nie będę uczyła się nazwisk z telewizora, bo ta wiedza nie jest mi do niczego potrzebna. Wolę literaturę. Teraz, jak tylko będę miała wolne, planuję wniknąć w „Czarodziejską górę”. I to właśnie może mnie odmienić. Bo to jest subtelne i delikatne, a nie ten toporne, jak przekaz płynący zewsząd. Ja działam na marginesie wydarzeń. Bo to tam właśnie życie jest piękne.

Na ile „Błysk” jest zamkniętą, odrębną całością, a na ile kolejnym rozdziałem w historii Hey?

KN: Tu pozostawiamy pełną dowolność interpretacji słuchaczom. Nie jesteśmy przecież zespołem jednorodnym stylistycznie.

A na ile muzyka jest nośnikiem tekstów, a teksty nośnikiem muzyki?

PK: Tę relację, już dawno określił ZAiKS. To jest 50 na 50 (śmiech)

KN: To jest połączone, nie istnieje osobno.

Na ile ważna jest pisaniu tekstów intuicja?

KN: Ważna, ale przecież wszyscy ją mamy!

Ale nie każdy potrafi z niej korzystać w takim stopniu, jak artyści, ludzie utalentowani. Jak dużą masz świadomość intuicji, zmagasz się z nią, boisz jej utraty?

KN: Należę do osób, które okazjonalnie potrafią się skomunikować z intuicją. Gdybym była z nią w ciągłym kontakcie, byłabym wróżką.

Za dwa lata będziecie obchodzić ćwierćwiecze. W jakim punkcie swojej historii jest Hey? Osiągnęliście już względny spokój?

KN: Brzmi to przerażająco. Nie ma spokoju. Wieloletni staż nie gwarantuje większego spokoju czy lepszego samopoczucia. Wciąż musimy walczyć o publiczność. Dwa, trzy lata temu powiedziałam Pawłowi, że zmienia się nasza kategoria, przechodzimy na inną półkę, do sekcji „stara gwardia”. Nie zgodził się ze mną, ale ja czułam, że następuje poważna zmiana warty. Bardzo się interesuję tym co się dzieje, szukam i słucham nowych zespołów. Jesteśmy teraz w jakimś dziwnym miejscu, nie jesteśmy najstarsi w branży, ale jesteśmy już starzy.

No bez przesady

KN: Czuję to fizycznie. Ale jesteśmy tu i teraz. Nie tylko nie oglądamy się w przeszłość, ale też i nie wybiegamy za daleko w przyszłość.

Rock'n'roll przedłuża młodość, ale jest też ułudą, pułapką.

PK: Tu nie chodzi o rock'n'roll. Jest wiele osób które realizują się akurat nie w muzyce i myślą, czują podobnie do nas. Może zabrzmię teraz jak Coehlo, ale starzeje się tylko ciało.

Wciąż macie lekką tremę przed koncertami?

KN i PK (chórem): Nie lekką!

KN: Wszyscy wciąż bardzo się przejmujemy aktem spotkania z publicznością. Przez te wszystkie lata to się ani trochę nie zmieniło. Nie jest nam łatwo wychodzić na scenę, co więcej są dwie osoby w zespole, ja i Żaba, nasz drugi gitarzysta, które nadprogramowo wręcz produkują stres.

No ale w którymś momencie, już na tej scenie będąc, osiągacie spokój. Kiedy to się dzieje?

PK: Czasem po pierwszych taktach, czasem później. Ale nigdy nie czuję spokoju przez cały koncert.

KN: Ja się denerwuję przez cały koncert. To się pogłębia z wiekiem. Rozwijam się w tremie. Wyrabiam wszystkie jej możliwości. To jest piętrowe. Nie znam innego stanu. I chyba nie chciałabym go doświadczyć, choć po koncertach jestem wrakiem człowieka.

To emocjonalne czy fizyczne uczucie?
KN: Po koncertach czuję się wyzuta z energii. Marzę jedynie o tym, żeby się położyć. Ale gdybym nie czuła tej tremy, to byłby koniec tej zabawy w muzykę.

A fani nie są trochę taką poduchą bezpieczeństwa. Zdobyliście przecież już ich zaufanie?

PK: Od dziecka chodzę na mecze piłkarskie. Kiedyś zabrałem kolegę, który lubi piłkę, ale nie chodzi na stadion. Po golu, zapytał mnie kiedy będzie powtórka. Powtórek nie ma. Dla nas również.

KN: Słuchacze są przyjaźni, ale oceniają naszą muzykę. Jeśli im się nie spodoba, nie muszą dać jej drugiej, trzeciej szansy. Mogą, jeśli to jest płyta, jeśli koncert, to już nie. Albo piosenka zadziała od razu, albo w ogóle nie działa.

PK: Każda nasza kolejna płyta, to jest nasz debiut. W ten sposób właśnie myślimy.

KN: Na każdym koncercie dziękuję publiczności. I nie to to takie zwyczajowe „dzięki”, tylko mocne prawdziwe, głębokie. Gdybym mogła, to spaliłabym się żywą pochodnią, żeby publiczność zrozumiała, że to jest strasznie poważne i grube dziękuję!

Tegoroczną trasę Męskie Granie 2016 promuje singiel ,,Wataha".

czytaj także

zobacz także