Rysy. Dokładnie w połowie drogi [ROZMOWA]

Rozmawiał Karol Sakosik 15-07-2016

„Traveler”, debiutancki album Rys, znalazł się wśród 20 najlepszych polskich płyt 2015 roku „Wyborczej”. Jak ich materiał sprawdza się na żywo można było usłyszeć na Męskim Graniu.

Wojtek Urbański to kompozytor, producent muzyczny i reżyser dźwięku. Wydawał elektronikę w niemieckim Compost Records. Łukasz Stachurko - didżej, producent tworzący jako Sonar Soul. Wspólnie od 2015 roku tworzą duet Rysy.

Karol Sakosik: Jesteście „debiutantami, którzy robią muzykę zawodowo od ponad dziesięciu lat”. Macie warsztat i świadomość muzyczną. Co chcecie powiedzieć przez Rysy?

Wojtek Urbański: Początkowo Rysy miały być tylko odskocznią od solowych projektów. Tworzyliśmy je dla zabawy i bez założeń. Dopiero z czasem się to zmieniło.

Łukasz Stachurko: „Traveler” odpowiada temu, co czujemy. Zrobiliśmy płytę dla siebie i okazało się, że ludzie czują tak jak my. W naszym przypadku muzyka przemawia sama za siebie. Nie ma za nią żadnej ideologii czy sztabu PR-owców.

Co jest dla was najważniejsze w piosence? Brzmienie? Tekst? Nośność? Przebojowość?

Ł.S.: Wszystkie wymienione rzeczy muszą być podane w odpowiednich proporcjach. To, co charakteryzuje naszą pracę, to chęć wyważenia melodii. Nie chcemy tworzyć ani techno, ani poezji śpiewanej.

W.U.: Rysy to droga środka. Jeśli pytasz, co jest dla nas najważniejsze, to zawsze odpowiem, że brzmienie. Dużo o nim rozmawiamy i nie ma mowy, żeby było w jakiś sposób niedorobione.

Często podkreślacie, że jesteście producentami wyjętymi z dwóch różnych bajek.

Ł.S.: Znamy się od 10 lat i nie było sytuacji, żebyśmy nie zrozumieli się w kwestii muzyki. Myślę, że mamy podobną wrażliwość. Jeśli jednak jesteśmy zgodni co do muzyki, to w temacie sposobów jej produkcji różni nas wszystko. Wojtek jest zwolennikiem kontroli, to prawdziwy architekt projektujący dźwiękiem. W mojej pracy jest więcej przypadku, poszukuję sampli i to one mnie najbardziej fascynują. Świadomi swoich możliwości spotykamy się dokładnie w połowie drogi.

W.U.: Jesteśmy też zgodni co do kreowania wizerunku Rys. Nie sprzeczamy się nad tym, z kim współpracujemy, jak komunikujemy się z ludźmi, na których festiwalach gramy czy kogo zapraszamy do współpracy.

No właśnie, jaki był klucz doboru artystów zaproszonych na debiut?

W.U.: Ludzie z nami współpracujący często podrzucają nam fajne głosy, a my tylko decydujemy, na kogo postawić. Mamy szczęście do właściwych osób. I to nie tylko do wokalistów Justyny Święs, Piotra Zioło i Baasha, ale też mistrzów wizualizacji z grupy MELT czy Kwazara, który wyprodukował płytę.

Ł.S.: Z drugiej strony polska scena jest bardzo hermetyczna i od razu wiadomo, gdzie dzieje się coś dobrego.

Jakie macie plany?

Ł.S.: Jesteśmy w trakcie sesji zdjęciowej robionej przez Grandessa. Bardzo nam zależało, żeby w końcu mieć sesję z prawdziwego zdarzenia. Przygotowujemy się do Fryderyków, gdzie wystąpimy ze Zbigniewem Wodeckim. Oprócz tego ciągle gdzieś koncertujemy. W maju zagramy na The Great Escape w Wielkiej Brytanii, w czerwcu odwiedzimy Japonię, a potem przyjdzie czas na polslie letnie festiwale. Jest ich cakiem sporo w tym roku. Chociaż wydaliśmy płytę rok temu, mamy wrażenie, że dopiero teraz dociera do ludzi.

Rysy podczas Męskiego Grania zagrali w Katowicach.

powiązane wydarzenia

czytaj także

zobacz także